29 listopada 2016

ShinyBox listopad 2016, Dobra Partia by Pewex

Hej wszystkim!

Kosmetyczne boxy to świetny sposób, by zrobić prezent sobie lub komuś bliskiemu, nawet bez okazji. Oczywiście zawsze wiąże się to z pewnym ryzykiem, że zawartość nie do końca przypadnie nam do gustu, ponieważ każda z nas ma inne oczekiwania i preferencje w kwestiach urodowych. Do tego dochodzą różne typy i odcienie cery, odmienna porowatość włosów, czy po prostu zamiłowanie do innych odcieni, czy to lakierów do paznokci, czy pomadek. Znając te "zagrożenia" nie sięgam po tego tupu pudełeczka zbyt często, jednak od czasu do czasu nachodzą mnie zachcianki, by poczuć tę odrobinę niepewności, a przy tym wypróbować kosmetyczne nowości. Tak też w moje ręce wpadła listopadowa odsłona ShinyBox, która powstała przy współpracy z Pewexem i miała trochę cofnąć nas w czasie. Jak udała im się to udało?


Zacznę od samego pudełeczka, które jest wersją testową Shinyboxa. Przyznaję, że zdecydowanie bardziej podobały mi się wcześniejsze opakowania, ponieważ wykonane były solidniej, z grubszej tektury, a dodatkowo ukryte były w dodatkowym zabezpieczającym je kartoniku. Tutaj natomiast mamy dość miękkie, podatne na uszkodzenia pudełko, które nie jest zabezpieczone w żaden dodatkowy sposób. Choć na całe szczęście moja zamówienie dotarło do mnie w nienaruszonym stanie, to mam nadzieję, że zespół Shiny wróci do sprawdzonych rozwiązań.

Przechodząc natomiast do zawartości, to w moim pudełeczku poza kodami zniżkowymi do Stenders i Constance Carroll znalazło się 6 kosmetyków (5 pełnowymiarowych, 1 w wersji travel), 1 upominek od QBox oraz 1 upominek od Pewexu.
Można było także trafić na specjalne pudełeczko (otrzymane np. w ramach subskrypcji), w którym znajdował się prezent od Beautyblender, czyli słynne Blotterazzi.

Zacznę od największego produktu w pudełeczku, czyli od Delawell, Peeling do ciała Sweet&Natural (produkt pełnowymiarowy, 38,99 zł/ 200 ml). Liczyłam na jakąś słodką wersję zapachową typu kokos, czy wanilia, jednak trafiłam na pomarańczę, co początkowo delikatnie mnie rozczarowało. Po powąchaniu jednak okazało się, że zapach bardzo mi się podoba, nie jest chemicznym cytrusem, lecz bardziej pomarańczową mambą, a wręcz bardzo subtelnie kojarzy mi się ze świętami :D Ogromny plus za naturalny skład bogaty w oleje, dzięki czemu przy jego użyciu nie tylko złuszczymy martwy naskórek, ale także zadbamy o odżywienie i nawilżenie skóry.


Kolejnym "prysznicowym" kosmetykiem jest Stenders, Żel pod prysznic żurawinowy (travel size, 9,90 zł/ 50 ml). Najbardziej w tym kosmetyku urzekł mnie zapach, który na pewno będzie mocno umilał mi kąpiel. Żałuję jedynie, że pojemność jego to tylko 50 ml, ponieważ wystarczy mi to na dosłownie kilka użyć i nie pozwoli długo nacieszyć się tym pięknym aromatem.

Ostatnim pielęgnacyjnym dodatkiem jest Elfa Pharm, Mydło biszofitowe (produkt pełnowymiarowy, 3,99 zł/ 70 g). Mydło jak to mydło- zawsze się przyda, tym bardziej że zużywa się w ekspresowym tempie. Ale czy chcę go dostawać w boxie kosmetycznym?? No nie wiem...

Przechodząc do kolorówki, w pierwszej kolejności wspomnę o czymś, co zdecydowanie skradło moje serce, a mianowicie Mollon Pro, Utwardzający lakier do paznokci (produkt pełnowymiarowy, 18,00 zł/ 15 ml). Na szczęście należę do dziewczyn, które jeszcze nie pochłonęła pasja do hybryd i nadal używam lakierów tradycyjnych. Cieszę się tym bardziej, iż kolor, jaki otrzymałam, czyli piękna, głęboka, ciemna zieleń (zdjęcie nie oddaje w 100% tego koloru :/) zdecydowanie trafia w mój gust i już się nie mogę doczekać, aż nałożę go na pazurki. Jako świąteczny manicure będzie idealny!

Wśród tej gromadki znalazło się także coś do ust, a dokładniej Delia, Błyszczyk do ust Glamour Liquid Color (produkt pełnowymiarowy, 6,44 zł/ szt.). Nie jestem fanką błyszczyków do ust, zwykle przyklejają się do nich włosy, a do tego znikają w zastraszającym tempie. Zdecydowanie bardziej wolę matowe wykończenia, które nie tylko urzekają mnie efektem, jaki dają po nałożeniu, ale także trwałością. Kolor jaki otrzymałam, to jasny różowo-beżowy odcień, dlatego też myślę, że mimo wszystko się u mnie nie zmarnuje i będę go używać wychodząc choćby "po bułki".

Ostatnim kosmetykiem, a zarazem najmniej trafionym jest Constance Carroll, Puder prasowany Compact Refill (produkt pełnowymiarowy, 10,35 zł/ 12 g). Na co dzień zdecydowanie częściej sięgam po pudry sypkie, bo mam wrażenie, że lepiej spisują się przy utrwalaniu mojego makijażu. W podróży za to najchętniej ufam wersjom prasowanym, ponieważ zwykle zajmują mniej miejsca w kosmetyczce i łatwiej je przewieźć. Dlatego też z ogromną radością znalazłabym dla niego zastosowanie i ciepły kont w kosmetyczce, ale ten kolor... Choć w opakowaniu nie wydaje się jeszcze najgorszy, to po nałożeniu na skórę okropnie ciemnieje i zaczyna nabierać mocno pomarańczowych tonów. Efekt maski gwarantowany, dlatego mówię mu zdecydowane nie!

Upominkiem okazała się herbatka od QBox (produkt niepełnowymiarowy 5 g, 20,00 zł/ 100 g), co mnie, fana wszelkich kaw i herbat, bardzo ucieszyło. Trafić można było na jedną z dwóch wersji: Migdałowy Mezalians oraz Idealny Poranek. Mnie trafiła się ta pierwsza i nie żałuję, bo brzmi niezwykle intrygująco. Jest to herbata zielona z płatkami migdałów, korą cynamonu oraz kwiatami lipy. Co prawda z zieloną herbatą miewam relacje love-hate, ale i tak chętnie wypróbuję takie nietypowe połączenie.

Tak prezentuje się cała zawartość listopadowego pudełeczka ShinyBox. Przyznaję, że jestem zadowolona, a w szczególności z peelingu Delawell oraz lakieru do paznokci, a raczej jego koloru. Pozostałe produkty, poza pudrem, także mnie satysfacjonują i zużyję je z wielką radością.


Jak Wam podoba się to pudełko, które powstało przy współpracy z Pewexem?


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D


24 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia co do zawartości. Tragedii nie ma ale szału również nie zrobiło to pudełko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze, że średnio mi się podoba zawartość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się bardzo podoba zawartość, może poza mydłem, ale jest całkiem niezła. Dobrze, że Shiny zaczęło się starać w końcu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem dość zadowolona, chociaż wiadomo, bywało lepiej. Mamy ten sam upominek od pewexu o ile Twój cukier jest na lodówkę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym nie była usatysfakcjonowana zawartością ;( Ale ja maruda jestem noo :D hehe Buźka

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawartość opakowania jest całkiem całkiem.Najbardziej jestem ciekawa tego peelingu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba byłabym zadowolona tylko z części pielęgnacyjnej, bo kolorówka nie powala. Szkoda, że żel ze Stenders jest w tak małej pojemności... Musi pachnieć obłędnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. całkiem fajna zawartość :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślałam, że będzie trochę lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawartość całkiem fajna i chyba tez najbardziej cieszyłabym się tym peelingiem;) Szkoda że puder beznadziejny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem ciekawa tego mydła :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny blog!!! <3

    Zapraszam do mnie: http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet fajna zawartość, podoba mi się herbatka i jestem ciekawa jej smaku ;p

    OdpowiedzUsuń
  14. Herbatka <3, najbardziej zdziwiło mnie, że mydło się tam znalazło. Trochę chyba nie było to przemyślane. Ale ogólnie wydaje się bardzo fajna edycja boxa. :)
    Pozdrawiam
    http://paulaaamakeup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem szczerze, że najbardziej w oko wpadła mi herbatka 😜

    OdpowiedzUsuń
  16. Też się skusilam, ale tak przeciętnie wypadł dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Te pudełko jest rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  18. sam zamysł pudełka mi się podoba.. takie retro ostatnio panuje w kilku sklepach. Najbardziej bawią mnie pudełka śniadaniowe w kształcie starego radia :-)
    Co do samych pudełek jak zawsze mam mieszane uczucia. Jeszcze ani jedno nie zachwyciło mnie na tyle abym rozważała zakup. Chociaż.. jest jedno.. to The Cult Beauty Box, który zawiera świetnej jakości kosmetyki, które są w pełnych wymiarach.. aleee pierwsza edycja w zeszłym roku kosztowała 700zł, nowa edycja to już prawie 1000zł :-| zatem marzę i na marzeniach pozostanę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zawartość całkiem przyzwoita :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Idealny post ♥♥♥

    Zapraszam do mnie na konkurs :) W skrócie - możesz wygrać róż mineralny Annabelle Minerals, a jedynym koniecznym warunkiem jest obserwacja bloga:

    http://dariaa-blog.blogspot.com/2016/10/konkurs-wygraj-jeden-z-czterech-rozy.html

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.