18 października 2016

Projekt denko #5, zużycia kosmetyczne sierpnia i września 2016

Hej wszystkim!

Projekt Denko to jedna z moich ulubionych serii na Waszych blogach. Bardzo chętnie czytam tego typu posty, ponieważ w jednym miejscu mogę znaleźć krótkie recenzje wielu interesujących mnie kosmetyków lub odkryć całkiem nowe, dotąd mi nieznane produkty. Natomiast gdy nadchodzi czas wrzucenia go na mój blog, już tak różowo nie jest. Ogrom różności do opisania sprawia, że już nie chce mi się tego robić nim jeszcze zacznę. Mam jednak nadzieję, że podobnie jak ja czytanie denek sprawia Wam radość i jest dla Was pomocne, bo wtedy znajdę jeszcze więcej motywacji na tworzenie podsumowań zużytych w ostatnim czasie kosmetyków.


Mixa, Mleczko do ciała do skóry suchej

Mleczko to ma lekką konsystencję i dość szybko się wchłania, dlatego lubię go stosować na górne partie ciała, gdzie nie do końca sprawdzają mi się bogate masła pozostawiające na ciele tłustą powłoczkę. Włosy kleją mi się wtedy do ramion co jest naprawdę irytujące, a dodatkowo już po chwili wyglądają na mocno przetłuszczone.

Evree, Max Repair, Balsam do ciała regenerujący

Mój ulubieniec ostatnich miesięcy jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Dogłębnie regenerował skórę, nawilżał i pomagał w walce z mocno przesuszonym naskórkiem. Dokładną recenzję znajdziecie TUTAJ.

AA, Oil Essnece, Multi Balsam do pielęgnacji ciała

Kupiłam go skuszona pięknym zapachem miniatury którą znalazłam w jednym z ShinyBox. Początkowo sprawdzał się u mnie całkiem przyzwoicie, jednak po pewnym czasie nawlżenie jakie dawał zaczęło nie wystarczać mojej skórze, w efekcie czego zaczęła być ściągnięta i piekąca. Balsam dokończyła moja mama, u której spisał się o wiele lepiej.

Bielenda, Algi Morskie, Kremowe serum do ciała nawilżające

Produkt ten spisywał się idealnie w najgorętsze letnie dni. Jego lekka konsystencja pozwalała na szybkie wchłanianie się, nie pozostawiał lepkiej warstwy, a nawilżenie jakie dawał było w moim odczuciu dostateczne. Poza tym naprawdę urzekł mnie jego zapach. Na jego temat więcej przeczytacie TUTAJ.


TreacleMoon, The Raspberry Kiss, Mleczko do ciała

Ze względu na jego niewielką pojemność używałam go w roli kremu na dzień. Miał przepiekny malinowy zapach, a do tego lekką konsystencję i wchłaniał się w ekspresowym tempie. Nawilżenie było odpowiednie, jednak dla mnie bardziej z tych "dziennych". Na noc dla moich przesuszonych dłoni zwykle potrzebuję czegoś bardziej treściwego.

Dove, Silk Glow, Żel pod prysznic

Po żele Dove sięgam z największą przyjemnością, nie tylko dla tego że nie wysuszają podczas kąpieli mojej skóry, ale głównie ze względu na zapachy, które moim zdaniem potrafią powalić na kolana. Ten co prawda nie był moim ulubionym, jednak nadal należał do tych przyjemnych aromatów umilających każdą kąpiel.

EcoLab, Olejek pod prysznic brazylijski

Co to był za olejek...<3 Moje serce skradł już przy pierwszym kontakcie swoim niesamowitym słodkim aromatem. Dodatkowo jego właściwości pielęgnacyjne spowodowały, że stał się jednym z moich zdecydowanych kąpielowych faworytów. Oczywiście zasłużył na osobną recenzję, którą znajdziecie TUTAJ.


Isana, Power Volumen, Szampon + Odżywka dodające objętości

Duet ten wpadł w moje ręce dość dawno i był moim "pewniakiem" jeśli chodzi o dni, gdy zależało mi na świetnym wyglądzie włosów, a szczególnie na dodatkowej objętości moich cienkich i przyklapniętych pasmom. Szampon świetnie oczyszczał skórę głowy, nie wysuszając jej (jednak pewnie to zasługa nieregularnego stosowania), natomiast odżywka nawilżała i wygładzała włosy nie przeciążając ich. W efekcie włosy były lekkie i sypkie, a przy tym miękkie i błyszczące, no i oczywiście zdecydowanie odbite u nasady. Nie mogłabym także nie wspomnieć o zapachu tego duetu, który również mocno zapadł mi w pamięci.

Babuszka Agafia, Balsam do włosów Aktywator wzrostu

Mam wrażenie, że wspominałam o nim wielokrotnie, czy to w projektach denko, w zakupach kosmetycznych, czy nawet w ulubieńcach miesiąca. Nie chcę więc zanudzać Was na śmierć powtarzając się w kółko jak zacięta płyta, dlatego przypomnę tylko, że jest to jeden z moich ulubionych produktów do pielęgnacji skóry głowy i mimo, że nie zauważyłam nigdy ogromnego wpływu na porost włosów, to wprost idealnie nawilża moje włosy oraz skalp, a dodatkowo pozostawia moje kosmyki zauważalnie odbite u nasady.


Alterra, Granat i Aloes, Szampon + Odżywka + Maska do włosów

Moja ulubiona seria produktów do włosów marki Alterra, do której wracam bardzo często. Świetnie nawilża moje włosy, pozostawia je sprężyste, gładkie i lśniące, przy czym nie przeciąża ich choćby w najmniejszym stopniu. Włosy rozczesują się bez problemu i wyglądają na naprawdę zdrowe. Żałuję jedynie, że zapach nie utrzymuje się na moich włosach choćby krótką chwilę.


BeBeauty, Hydrate, Żel micelarny nawilżający 2w1

Żel, który u mnie rewelacyjnie spisuje się, czy to do porannego odświeżenia cery, czy nawet domycia z twarzy resztek makijażu. Po umyciu nim buzia jest naprawdę czysta, miękka i bez grama ściągnięcia. Sięgam po niego zawsze, gdy chcę mieć pod ręką coś sprawdzonego oraz nie rujnującego mojego portfela, gdyż jego cena to jedyne 5 zł.

DermoFuture, Regenerująca kuracja z witaminą C

Serum to uwielbiam za lekką, praktycznie wodnista konsystencję oraz duże, bo aż 30%-owe stężenie witaminy C, które mimo wszystko nie powoduje u mnie żadnych podrażnień. Świetnie wpływa na moją cerę z niedoskonałościami, nie zapycha jej, a także rozjaśnia przebarwienia powstałe po wypryskach. Dokładne właściwości poznacie w recenzji TUTAJ.

Evree, Magic Rose, Olejek do twarzy różany

Nie mogłam oprzeć się pokusie, by wypróbować słynny i mocno wychwalany olejek różany. Liczyłam, że poza utrzymaniem nawilżenia w skórze, pomoże mi również w regulacji wydzielania sebum oraz złagodzi stany zapalne. O ile w kwestii odżywienia cery poradził sobie bezbłędnie, bo nie mogłam narzekać na choćby najmniejsze suche skórki, to niestety w kwestii walki z niedoskonałościami nie zauważyłam tak spektakularnych efektów. Szkoda, bo wiązałam z nim spore nadzieje, jednak nie wykluczam, że dam mu kiedyś drugą szansę, bo jednak nie był totalnym bublem i miał pozytywny wpływ na moją cerę.


AA, Kremowy żel do mycia ciała + Multi Balsam do pielęgnacji ciała

Miniatury te zabrałam ze sobą na weekendowy wyjazd w Bieszczady. Wydajność oraz zapach mogę zdecydowanie uznać za ich zaletę, jednak w kwestii pielęgnacyjnej to raczej zwykłe przeciętniaki, które mają szansę sprawdzić się przy niewymagającej skórze.

L'occitane, Szampon + Odżywka o zapachu werbeny

Sytuacja w tym przypadku wygląda jeszcze gorzej niż u poprzedników. Zapach nie przypadł mi za bardzo do gustu, ponieważ nie jestem fanką takich rześkich aromatów, jednak powiedzmy że na lato jest ok. Szampon może i dobrze oczyszczał, a przy tym był dość wydajny, jednak jeśli chodzi o odżywkę to moim zdaniem to totalny niewypał. Dość lejąca formuła prawie przeciekała mi między palcami, opakowanie o pojemności 50 ml wystarczyło mi na 2 użycia, gdyż po rozprowadzeniu na włosy znikała po dwóch sekundach, jakbym nigdy nic na nie nie nałożyła. Po spłukaniu i przeschnięciu miałam suche i szorstkie włosy wyglądające jak sianko. Zdecydowane 3 x NIE.


LomiLomi, Maski w płacie na każdy dzień tygodnia

Zużyłam 5 z nich, natomiast jedną (miłorzęb japoński) ze względu na właściwości przeciwzmarszczkowe zastosowała moja mama, która była z niej zadowolona. Każda z nich działała naprawdę przyjemnie, dobrze nawilżała skórę, trochę ją odżywiała, a do tego, koiła oraz zmniejszała zaczerwienienia. Największy efekt WOW zapewniła mi jednak maska z acerolą, której zużyłam już 2 opakowania. Nie tylko robiła to wszystko, o czym wspomniałam wyżej, ale także miała świetny wpływ na moje niedoskonałości. Po jej użyciu wykwity na twarzy były złagodzone i przygaszone, szybciej się goiły, a przez kilka najbliższych dni nie pojawiały się nowo wypryski. Szkoda, że nie można kupić tego tygodniowego zestawu składającego się jedynie z samych wersji Acerola.


Jeśli chodzi o próbki to nie poszalałam w ostatnim czasie, ale też nie mam ich horrendalnych ilości, więc nie czuję "parcia na szkło". Z tych trzech maleństw spodobał mi się Krem z filtrem Shiseido oraz Krem nawilżający Wild Rose marki Korres, nad którego zakupem wręcz się zastanawiam. Krem Mixa nie zapadł mi jakoś szczególnie w pamięci, więc chyba nie wywarł na mnie żadnego wrażenia.



Uff, jak zwykle zmachałam się podczas tworzenia tego wpisu, więc mam nadzieję, że przypadnie Wam on do gustu. Dodam również, że przez ostatni okres nie zużyłam nic z kolorówki, ponieważ latem rzadko kuszę się na makeup.

W następnym denku natomiast brak kosmetyków kolorowych nie będzie przypadkowy, gdyż rzuciłam sobie wyzwanie i chcę sprawdzić ile kosmetyków kolorowych uda mi się zużyć od początku października do końca roku. Ma mnie to przede wszystkim zmobilizować do regularniejszego korzystania ze swojej rozrastającej się, aczkolwiek rzadko używanej "kolekcji" kolorówkowej, a co za tym idzie, częstszego malowania się. Oczywiście na początku nowego roku podzielę się z Wami osiągnięciami. 


Jesteście ciekawe "kolorówkowego" wyzwania?? Jak Wam idzie zużywanie kosmetyków do makijażu??


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D



38 komentarzy:

  1. No, świetnie Ci poszło :) Zwolniło się dużo miejsca na nowości :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie polubiłam tej serii do włosów Alterry. Z całej trójki dobry był tylko szampon.

    OdpowiedzUsuń
  3. Testowałam niedawno algi morskie z Bielendy i muszę przyznać, że produkt świetnie nawilża a do tego pięknie pachnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo jakie duze denko:) Ja niestety nie jestem zadowolona z olejku Evree. Okropnie mnie zapchał i mam po nim ogromne problemy skórne:/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne denko, ja też bardzo lubię je czytać ale tworzyć już nie bardzo a uzbierało mi się już ;) Alterre też lubię i często kupuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też najbardziej z tego zestawu przypadła mi maseczka z acerolą, jest wspaniała, na pewno do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O maśle z Bielendy idę sobie poczytać, jakoś ominął mnie twój post. A olejek pod prysznic z Eco labu kusi mocno

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj zużywanie kosmetyków do makijażu to jest wyzwanie i to wielkie. Mnie zajmuje zwykle dobrych kilka miesięcy, aby coś z kolorówki znalazło się w moim projekcie denko. Z twojego projektu denko znam natomiast odżywkę i maskę z alterry, które też sprawdziły mi się świetnie oraz micelarny żel z Bebeauty, który swego czasu królował w mojej kosmetyczce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Alterrę uwielbiam 😉 muszę spróbować tego olejku z ecolab 😀

    OdpowiedzUsuń
  10. Też bardzo lubię tą serię z Alterry, działanie jest super, choć ten zapach strasznie mnie męczy...:) Fajne kolorówkowe wyzwanie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehe zaczynam czytać post i nagle szok :O Kurcze jakbym czytała o sobie :P Też bardzo lubię czytać takie wpisy, a niekoniecznie lubię sama je dodawać :D Seria z Alterry do włosów też jest moją ulubioną :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Się nazbierało ;) Zaciekawiłaś mnie olejkiem od Evree

    OdpowiedzUsuń
  13. kiedyś miałam ten aktywator wzrostu i na pewno wrócę do tego produktu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale duże denko. Jestem pod wrażeniem ilości balsamow do ciała

    OdpowiedzUsuń
  15. Też lubię Alterrę. Dawno nie miałam tej maski, aż zachciało mi się ją znowu kupić :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę na sobie wypróbować Alterre ;) spore denko, przypomnialaś ni nim, ze sterta pustych opakowań leży za szafa :D żeby maz nie znalazł haha

    OdpowiedzUsuń
  17. Niektóre z tych produktów miałam :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Dużo zużytych produktów ;) Ja tyle nie zużywam, ale każdy ma inne nawyki i potrzeby :)
    Bardzo estetyczne zdjęcia!
    Pozdrawiam ~W

    OdpowiedzUsuń
  19. Moje ulubione maseczki lomilomi zawsze jak chcę sobie humor poprawić to ich używam .

    OdpowiedzUsuń
  20. Podziwiam za cierpliwość do pisania tego typu postów, mnie jej zawsze brakuje ;P Z swojego doświadczenia wiem, że zajmują dużo czasu :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Kolorówka schodzi u mnie trochę opornie ;-) Spore denko ;-) ja tylko raz na blogu denkowałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dużo tego i żadnego nie znam :/

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie miałam z tego nic, jedynie zieloną wersję żelu z BeBeauty :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Masz rację. Denka to skarbnica wiedzy w krótkim wydaniu :-) Lubię czytać ale lubię je też robić, bo satysfakcje daje mi pozbycie się pustych opakowań. Nie mam wówczas wrażenia kosmetycznego zastoju :-)
    Ile smarowideł do ciała ! Mi one schodzą w żółwim tempie :-| Jednak podobnie jak Ty nie zawsze lubię sięgać po te tłuściejsze masła czy balsamy na górne partie ciała. Na nogach jak najbardziej toleruję, jednak na całe ciało używam wyłącznie przy mocniejszym przesuszeniu. Nie lubię tej lepiej warstwy..ani to się ubrać.. ani gdzieś usiąść.. prać piżamkę codziennie ? Co to, to nie.
    Do Brazylijskiej wersji olejku EC-Lab będę wracać :-) to najlepsza wersja zapachowa z całej piątki :-D
    Dobrze, że mi przypomniałaś o masce z Alterry (Granat i Aloes) U mnie również fajnie się sprawdzała i muszę do niej wrócić. Przy okazji chętnie poznam pozostałe produkty.
    O olejku do twarzy Evree czytałam już sporo dobrego, a mimo to wciąż mam mieszane uczucia. Nie dlatego, że mógłby mnie skrzywdzić ale raczej dlatego, że mógłby zupełnie nic nie zdziałać.. no wiem.. trudno mi dogodzić :-P
    Markę L'Oocitane kocham wyłącznie za zapachy. Nigdy nie widziałam pozytywnych efektów z używania ich produktów, a te do twarzy okropnie mnie zapychały. Jednak oryginalności zapachów nie można im odmówić. Mi wersja z werbeną jednak się podoba ;-)
    Muszę się zabrać za próbki.. mam ich cały koszyk :-|
    Dla kolorówki staram się być bezwzględna. Jednak nie mam jest jakoś szczególnie ogromnej, choć w tym miesiącu doszło mi sporo produktów ;-) Tu podobnie jak w pielęgnacji twarzy staram się podejmować bardziej przemyślane wybory. Dlatego nigdy nie mam więcej niż dwa podkłady + ewentualne kremy BB głównie w mini wersjach. Zawsze tylko jeden tusz otwarty. Jeden rozświetlacz, dwa bronzery choć jednego niemal wcale nie używam, aktualnie jeden róż (drugi miał swoje 5 minut w zeszłym denku) itd.
    Jedynie stale powiększam kolekcję pomadek :-D
    Pod względem kolorówki zdecydowanie jestem z siebie dumna :-D i z tego, że nie byłam na Rossmannowskich promocjach również :-)
    herbata wypita :-) nutelle zjadł mi mąż ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha.. niedługo moje komentarze będą dłuższe od postów :-D

      Usuń
    2. Hahaha, nooooo wiedziałam że jak tu zaglądniesz to będzie "konkretna" wypowiedź, ale takich rozmiarów to ja się nie spodziewałam :D Naprawdę, czytałam niejednokrotnie krótsze recenzje kosmetyków :D Niedobry mąż! Jak by mi chłopak Nutellkę zjadł, to byłby to ewidentny koniec związku :D O jaaa, podziwiam, że się opanowałaś w kwestii promocji ROssmanna. Ja nie dałam rady :/ Choć i tak niezbyt wykroczyłam poza listę "potrzeb" więc również jestem z siebie dumna :D Jednak zdecydowanie daleko mi do Ciebie jeśli chodzi o kolorówkę... Ja żyję zasadą ze kosmetyki do makijażu się używa, a nie zużywa :D Dlatego, tak czysto eksperymentalnie, mam otwarte ok. 6 podkładów, 5 pudrów, 5 róży, 3 tusze itd :D Stąd też moje wyzwanie postawione samej sobie, bo pora zrobić trochę miejsca w szufladzie :D

      Usuń
    3. Hahaha.. no faktycznie krótsze posty bywają na blogach:-D
      Z rozwodem trochę więcej problemów się wiąże.. więc tym razem mu wybaczę :-|
      Ja z kolorówką mam tak, że jakbym teraz poszła do sklepu i miała wybrać 5 róży to wszystkie miałyby bardzo zbliżoną kolorystykę.. a to trochę nielogiczne :-| Poza tym kolorówka dość szybko mi się nudzi..więc "nowy" róż pewnie będę używać przez jakiś okres aż nie wpadnie mi w oko coś zupełnie nowego..w innym wykończeniu, kolorystyce itp. Ale faktycznie masz rację.. KOSMETYKI POWINNO SIĘ UŻYWAĆ, A NIE ZUŻYWAĆ :-) Jaki sens ma męczenie się z pudrem, pomadką której kolor jednak nie do końca nam odpowiada? Skoro nie mam ochoty jej nakładać wychodząc z domu to po jakiego grzyba mam ją nosić tylko po domu, ogrodzie albo do piwnicy.. aby pająki straszyć? Chyba w okresie świątecznym zrobię sobie porządną czystkę kolorówki.. chociaż staram się ją robić systematycznie.. ale może tym razem wyłączę skrupuły i będę bezwzględna :-D

      Usuń
    4. Twój mąż powinien zobaczyć ten komentarz, jesteś taka wyrozumiała... <3 Moje róże też mają dość zbliżone kolory, a na policzkach to w ogóle czasem mam wrażenie, że wyglądają identycznie :D Ja mam zawsze problemy z takimi czystkami w kosmetykach, zawsze mam wrażenie, ze będę jeszcze z tego korzystać i może rzeczywiście z raz na miesiąc po to sięgnę, ale przez pozostałe 20 dni będę używać swojego faworyta, a po tamten sięgać tak żeby spróbować czy przypadkiem nagle się w nim nie zakocham na nowo :D

      Usuń
  25. ładne denko :) ciekawie mnie szampon z isany :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam Twoje posty z serii denko:)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  27. Podziwiam zawsze gdy ktoś robi denka. Niektórych z kosmetyków, które przypadły Ci do gustu nie znam, więc chętnie przetestuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale tego dużo! Żele Dove oraz balsamy do ciała Bielenda też bardzo lubię :) ten aktywator wzrostu Agafii robił mi siano na głowie, ale faktycznie włosy rosły po nim, jak szalone!

    OdpowiedzUsuń
  29. Żel bebeauty swego czasu bardzo lubiłam i non stop kupowałam :D Balsam bani agrafii też znam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja już zrezygnowałam z denek bo za dużo tego wszystkiego zużywam, ale ładnie Ci poszło;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Serum DermoFuture na pewno wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.