17 grudnia 2016

Projekt denko #6, zużycia kosmetyczne października i listopada 2016

Hej wszystkim!

Tak jak zapowiadałam wczoraj, dzisiaj przychodzę do Was z moimi zużyciami ostatnich dwóch miesięcy, które przyznaję, przeszły moje najśmielsze oczekiwania. W październiku i listopadzie bardziej niż na zakupach i powiększaniu zapasów skupiałam się na zużywaniu otwartych produktów i jak najefektywniejszym minimalizowaniu kosmetyków, zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. O kolorówce już za niedługo powstanie osobny wpis, natomiast dzisiaj zajmiemy się ogromnym denkiem pielęgnacyjnym. Zapraszam! ;)


1. Isana, Delikatny olejek pod prysznic

Jakiś czas temu zakochałam się w olejkach pod prysznic, które zapewniają mi nie tylko oczyszczanie skóry, ale także pielęgnują ją, sprawiając, że po osuszeniu jest miękka i nawilżona, a nie wysuszona i swędząca. Produkt ten okazał się jedynie nieco bardziej kremową wersją tradycyjnych żeli Isany, a do olejku mu niezwykle daleko. Miał przyjemny zapach i dobrze się pienił, ale delikatnie wysuszał moją wrażliwą skórę, a już na pewno nie pielęgnował jej w żaden sposób.


2. Balea, Żel pod prysznic Mleko & Miód

Marce Balea trzeba przyznać, że zapachy swoich produktów ma obłędne, a i w przypadku tego żelu nie było inaczej. W dodatku jestem ogromną fanką połączenia aromatu mleka i miodu w produktach do kąpieli- dla mnie jest idealnie słodkie, ale nie mdlące. Natomiast co do właściwości, to wyglądało to podobnie jak u poprzednika. Dobrze oczyszczał, ale z bólem serca stwierdzam, że przy dłuższym stosowaniu lekko wysuszał.


3. Bio IQ, Żel do mycia ciała i włosów 2w1

Przetestowałam go zarówno do włosów, jak i ciała. Miał naprawdę dobre właściwości oczyszczające, co szczególnie widać było po włosach, które stawały się mocno odbite u nasady. Niestety, w przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej żeli nie powalał zapachem, a wręcz odrobinę mnie nim drażnił. Nie było to jednak mocno dokuczliwe i nie przeszkadzało w stosowaniu go.


4. BeBeauty, Emulsja hipoalergiczna do higieny intymnej

Kolejne opakowanie stoi już pod prysznicem i nawet nie zliczę, które to z kolei. Kończę jedno, kupuję następne i tak w kółko. Świetna zarówno do pielęgnacji delikatnych okolic intymnych, jak i do oczyszczania twarzy, czy włosów. Stosuję ją do wszystkich trzech zadań i sprawdza się rewelacyjnie. Nie jestem w stanie stwierdzić, w której roli lubię ją najbardziej.


5. White Flowers Experience, Błoto z Morza Martwego

Produkt ten zalegał w mojej szufladzie niezliczony okres czasu, ponieważ nie potrafiłam znaleźć dla niego zastosowania, które by mnie satysfakcjonowało. Ani jako peeling do twarzy, czy ciała, ani jako maska w tych partiach... Każde użycie wywoływało u mnie coraz większy zawód. Nie bez powodu trafił do moich bubli roku 2015. Resztki, których postanowiłam się w końcu pozbyć, zużyłam do peelingu ciała. Na reszcie nasza wspólna przygoda dobiegła końca.


6. Joanna, Naturia, Peeling do ciała o zapachu truskawki

Podobnie jak w przypadku żeli Balea nie jestem w stanie odmówić im cudownym zapachów, które mogłabym nazwać wręcz apetycznymi. Wersja truskawkowa to chyba jedna z moich ulubionych. Oczywiście od niesłychanie dawna jestem wierna peelingowi kawowemu, który przygotowuję w domu, ale produkt Joanny miło było mieć w łazience, nie na wypadek potrzeby złuszczenia naskórka, tylko po prostu na zapachowe zachcianki ;)


7. Kolastyna, Nawilżający olejek do ciała po opalaniu

Początkowo używałam go według przeznaczenia, czyli w calu nawilżenia skóry po ekspozycji na słońce. Szybko jednak przekonałam się, że ten cudowny, kokosowy zapach nie musi towarzyszyć mi tylko w takich okolicznościach. Wtedy zaczęłam stosować go jako typowego nawilżacza do ciała, wmasowując porcję w jeszcze wilgotną skórę. Więcej szczegółów zamieściłam w recenzji TUTAJ.


8. The Body Shop, Masło do ciała Moringa

Masło było niezwykle wydajne, już niewielka ilość wystarczyła, by zatroszczyć się o skórę całego ciała. Konsystencja była dość gęsta i zbita, natomiast nie sprawiała ona problemów przy aplikacji. Jedynym minusem był dla mnie zapach, który nie do końca wpisał się w mój gust, a wręcz, gdy nałożyłam masło zbyt blisko zasięgu węchu, powodował u mnie bóle głowy. Dlatego ostatecznie zużyłam go do nawilżania nóg.


9. Bath&Body Works, Balsam do ciała Brown Sugar and Fig

Balsam o zapachu tak cudownym, że nie jestem w stanie tego opisać. Słodki, ale nie mdlący, a do tego bardzo ciepły i otulający, z wyczuwalną figową nutą. Tak mogłyby pachnieć moje idealne perfumy, którymi spryskiwałabym się z największą radością każdego dnia. Starałam się go oszczędzać, jak tylko mogłam, by jak najdłużej cieszyć się tym cudownym aromatem i bardzo żałuję, że w końcu dobił dna.


10. Ziaja, Masło do ciała kokosowe

Jako fanka kokosowych kosmetyków nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Do tego masło, to ostatnio moje ulubione produkty do pielęgnacji ciała. Niestety okazało się dla mnie za słabe, a nawilżenie jakie dawało, znikało po pewnym czasie, zostawiając skórę mocno swędzącą i ściągniętą. Jeszcze gorszy natomiast okazał się zapach, który może w opakowaniu najgorszy nie był, natomiast na moim ciele zamieniał się w duszący, chemiczny smrodek, który po dostaniu się do nosa, terroryzował mój dość wrażliwy węch.


11. Ziaja, Masło Kakaowe, Krem lekka formuła

Krem ten zalegał u mnie od wieków. Przeznaczony jest do pielęgnacji cery, jednak w tym celu użyłam go jedynie kilka razy i zniechęcił mnie fakt, iż powodował łzawienie oczu Później, ze względu na zawartość masła kakaowego, stosowałam go przed opalaniem (co również nie miało miejsca zbyt wiele razy). W ostateczności zużyłam go do pielęgnacji ciała i w tej roli spisał się średnio. Nawilżenie, podobnie jak w przypadku wersji kokosowej, było niewystarczające. Jedynie jego zapach pasował mi nieco bardziej od poprzednika.


12. Garnier Ultra Doux, Odzywka do włosów Morela i Olej migdałowy

Jej poprzednikiem była słynna wersja z awokado, która niestety nie zrobiła szału na moich włosach. Okazało się, że moje włosy zdecydowanie bardziej preferują morele i słodkie migdały, ponieważ to właśnie ta odżywka świetnie się u mnie sprawdzała. Włosy po jej użyciu były miękkie i gładkie oraz odpowiednio dociążone, bez zbędnego przeciążenia. Na razie mam na oku kilka odżywek, które chcę wypróbować, ale nie wykluczam, że kiedyś najdzie mnie ochota, by do niej wrócić.


13. Jantar, Wcierka do włosów z wyciągiem z bursztynu

Wcierkę tą uwielbiam i przy regularnym stosowaniu naprawdę zauważałam efekty w postaci szybszego porostu włosów, wzrostu kilku baby hair, no i może nie zupełnej eliminacji, ale zadowalającego ograniczenia wypadania włosów. Teraz, gdy zobaczyłam nowe opakowanie wcierki, mam ochotę je przetestować i na pewno to zrobię. Teraz jednak przerzuciłam się na Radical, który swego czasu też trochę mi pomógł w kwestii wypadania.


14. Bielenda, Nawilżający płyn micelarny

Taka ogromna butla o pojemności 400 ml wystarczyła mi na niezwykle długi okres, bo prawie pół roku. Zakochałam się totalnie w tym micelu i nawet, teraz gdy jego miejsce zastąpił również przeze mnie uwielbiany płyn Garnier, to mocno żałuję, że nie skusiłam się na jego kolejną buteleczkę, bo teraz to on jest moim numerem jeden, zostawiając daleko w tyle wcześniejszego faworyta. Był mega delikatny, a makijaż usuwał w mgnieniu oka, bez zbędnego tarcia i męczenia skóry, czy nawet rzęs.


15. Olejek do demakijażu domowej roboty (olej rycynowy + olej z pestek winogron)

Mieszanka, która zapewniała mi pozbycie się nawet najbardziej uporczywych resztek makijażu, jakie pozostawały na twarzy po demakijażu płynem micelarnym. Świetnie rozpuszczał nawet najtrwalsze kosmetyki, a zastygające pomadki nie były dla niego problemem. Jedynie jego zmywanie wymagało trochę wprawy i czasu, jednak dla idealnie czystej skóry warto było poświęcić te dodatkowe dwie minuty. Teraz potestuję trochę gotowe produkty, a później może do niego wrócę.


16. Isana Young, Żel do mycia twarzy i demakijażu oczu

Tani, a przy tym naprawdę dobry żel, który dokładnie oczyszczał cerę, nie podrażniając jej przy tym. Nadawał się zarówno do dokładnego demakijażu, jak i porannego odświeżenia cery. Dokładną recenzję zamieściłam TUTAJ.


17. Dermacos, Peeling delikatnie złuszczający

Jeden z ciekawszych peelingów, jakie dane mi było używać. Cudownie i dokładnie złuszczał martwy naskórek, nie podrażniał, a cera pozostawała gładka, wyglądała zdrowo i promiennie. Dokładną recenzję zamieściłam TUTAJ.


18. Evree, Tonik do twarzy różany

Pierwszy plus zdobywa już na wstępie za wygodne i poręczne opakowanie z atomizerem, umożliwiające aplikację bezpośrednio na twarz, za co uwielbiam wszelkie spraye. Właściwości natomiast ma takie, jak każda woda różana, czyli cudownie koi i łagodzi wszelkie podrażnienia, usuwa ściągnięcie, pojawiające się po oczyszczaniu skóry, a do tego obłędnie pachnie (choć z reguły nie znoszę różanych zapachów). Jeśli nie będę wiedziała, po co sięgnąć, na pewno wrócę do niego nie raz.


19. KTC, Woda różana (przelana do butelki z atomizerem po toniku Ziaja)

Miałam ją już dłuższy czas i początkowo bardzo lubiłam. Oczywiście nadal nie twierdzę, że jest zła, ale po wypróbowaniu toniku Evree, to on stał się moim faworytem, każdorazowo przynosząc mojej skórze większą ulgę. Natomiast woda KTC posłużyła mi w formie mgiełki wykańczającej makijaż, po użyciu której, z twarzy znikała wszelka nadmierna pudrowość.


20. Alterra, Oczar& Kwiat Lotosu, Toni do skóry zanieczyszczonej

Kolejny produkt marki Alterra, który się u mnie sprawdził, szczególnie jako artyleria przeciwtrądzikowa. Odświeżał skórę, pozostawiając uczucie czystej cery, bez podrażniania jej. Był świetny do robienia minikompresów na powstające wypryski. Więcej znajdziecie w recenzji TUTAJ.



21. Alterra, Winorona&Biała herbata, Krem do twarzy na dzień, na noc oraz krem pod oczy

Kosmetyki Alterry uwielbiam i chętnie testuję nowe produkty marki, a do wielu z nich wracam z największą radością. Trio to stosowałam głównie w okresie letnim, kiedy to moja skóra nie wymaga ogromnego nawilżenia i byłam z niego bardzo zadowolona, ponieważ zapewniało odpowiedni poziom nawilżenia i ogólnej pielęgnacji, jednocześnie nie będąc zbyt obciążającym i ciężkim. Dokładną recenzję zamieściłam TUTAJ



22. Babuszka Agafia, Maska do twarzy na mleku łosia- odmładzająca

Myślę, że to jedna z popularniejszych masek Agafii i wcale mnie to nie dziwi. Rewelacyjnie sprawdza się, gdy nasza skóra wymaga dodatkowej porcji nawilżenia, odżywienia i ukojenia. Łagodzi wszelkie podrażnienia, niweluje suchość skóry, pomaga jej się zregenerować. Stosowałam ją nawet na świeżo spieczone słońcem ramiona i przyniosła mi wtedy niewiarygodną ulgę, a po kilkukrotnej aplikacji poparzenia znacząco się zmniejszyły.


23. Babuszka Agafia, Maska do twarzy na wodzie bławatkowej- oczyszczająca

Kolejna bardzo dobra maska od Babuszki, która ma wielu swoich zwolenników. Co prawda w kwestiach oczyszczających lepiej spisuje się u mnie wersja dziegciowa, jednak po tą na wodzie bławatkowej sięgałam szczególnie wtedy, gdy moja cera nie była mocno zanieczyszczona, a jej stan wskazywał raczej na to, że potrzebuje głównie odświeżenia, delikatnego oczyszczania, a i odrobina nawilżenia jej nie zaszkodzi. Wtedy maska ta okazywała się strzałem w dziesiątkę.


24. Isana Young, S.O.S. Clear, Plasterki na wypryski

To moja tajna broń, gdy czuję, że na mojej twarzy chce się "urodzić" coś dużego, czerwonego i bolącego. Naklejone odpowiednio szybko, na całą noc przynoszą u mnie naprawdę rewelacyjne efekty. Więcej napisałam o nich TUTAJ.


25. Bielenda, Comfort, Krem Maska dla przesuszonych dłoni

Skusiłam się na niego po przeczytaniu kilku naprawdę pozytywnych opinii na jego temat. Dodatkowo marka Bielenda ostatnimi czasy co rusz zaskakuje mnie coraz to ciekawszymi produktami. Krem okazał się dobry, choć nie najlepszy. Dobrze nawilżał skórę, nie powodował pieczenia w najmocniej podrażnionych obszarach, czy miejscach pęknięciach naskórka. Świetny na dzień, natomiast na noc musiałam dokładać warstwę masła shea, żeby być zadowoloną w stu procentach.


26. AA, Oil Essence, Serum do rąk

Nie lubiłam jego konsystencji, która po części kojarzyła mi się z bazą silikonową pod makijaż. Dawał uczucie nawilżenia, ale tylko tymczasowe, do pierwszego mycia. Poza tym przy kontakcie z wodą robił się jakby śliski i lepki... No nie, nie spodobał mi się wcale i zużyłam go, tylko żeby zużyć, a powrotu na pewno nie będzie.


27. Maski + próbki

Maski w płacie jakiś czas temu bardzo polubiłam, a te od LomiLomi są naprawdę dobre, a moim zdecydowanym faworytem jest wersja z acerolą, która działa cuda na mojej cerze. 
Wróciłam także do masek w saszetkach, a ostatnio nakładałam je niezwykle często, nawet co drugi dzień. Te z Rival de Loop mocno przypadły mi do gustu. Każda z czterech wersji, jakie posiadam, świetnie dogaduje się z moją cerą, nawilża ją i regeneruje. 
Maski Ziaja to sprawdzony wybór, które i tym razem mnie nie zawiodły, choć wersję regenerującą testowałam po raz pierwszy, ale na pewno zaopatrzę się w więcej saszetek. Różana natomiast sprawdziła się dobrze, jednak odrobinę szczypała mnie w oczy.
Węglowe maski Bielendy były tak mocno wychwalane w blogosferze, że nie mogłam się nie skusić. Na razie przyznaję, jestem zachwycona.
Serum marki Perfecta narobiło mi nadziei i... tyle. Większego wpływu na zaczerwienienia nie zauważyłam, za to tragicznie się rolował na mojej skórze, co zniechęca mnie do wypróbowania wersji z witaminą D.
Zarówno maska w kremie, jak i płatki pod oczy całkiem nieźle pielęgnowały tę delikatną okolicę i dawały jej dodatkowy zastrzyk nawilżenia. Płatki spisały się rewelacyjnie po nieprzespanej nocy.

Jeśli chodzi o próbki, to jogurt do ciała Stenders pachniał obłędnie i wręcz zaczęłam rozważać jego zakup. Inspirowane koreańską pielęgnacją kremy Farmony zaskoczyły mnie mocno i również spisały się całkiem nieźle, choć ciężko wydać jakikolwiek osąd po czterech użyciach. Natomiast duet do włosów marki John Frieda nie był zbytnio dopasowany do moich włosów, ale użyłam go w dniu, gdy miałam ochotę na takie mocno dociążone, wygładzone włosy, by nie powiedzieć wręcz, że lekko "przylizane" i taki efekt mi zapewnił, dlatego jestem na tak.


Czy tylko ja się zastanawiam, jak udało mi się to zużyć w dwa miesiące?? :O Nie spodziewałam się tylu zdenkowań w tym okresie, jednak miło zaskoczyłam samą siebie. Szkoda, że z kolorówką idzie trochę gorzej, choć tam małe "czyszczenie magazynów" także można dostrzec. 


A jak Wasze zużycia w ostatnim czasie? Też chcecie wkroczyć w nowy rok z mniejszymi zapasami?


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D


23 komentarze:

  1. Sławna wcierka Jantar u mnie się nie sprawdziła:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Różany Tonik z Evree od dawna na mojej chciejliście <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No jestem pod wrażeniem, porządne denko, uwielbiam zużycia a potem można sobie kupić coś nowego <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam całą trójkę z alterry z serii winogronowej i są to moje ulubione kosmetyki do pielęgnacji twarzy, poprzedniej zimy dołączył do nich również tonik z oczarem i kwiatem lotosu, w którym się zakochałam. Znam też i bardzo lubię żel Isana Young :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spore denko, większość produktów znam ;) Bardzo lubię maseczki Conny :) No i te z Bania Agafii też się u mnie sprawdzają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo z tych kosmetyków miałam okazję testować, a wcierkę z Jantar uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sporawe denko ;) Płyn Bielendy jest super, bardziej lubię wersję kojącą w różowym opakowaniu. Woda różana evree też jest fajna ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Spore denko :) Zaciekawił mnie ten żel do mycia 2w1

    OdpowiedzUsuń
  9. Super Ci poszło. Ja z całości znam raptem Jantar i ten peeling Joanny:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze Ci poszło, mi idzie chyba trochę gorzej;p I też miałam ten duet Ziaji z masłem kakaowym i nie do końca mi się spodobały te kosmetyki. A te maseczki od Babuszki miałam obie i całkiem fajnie się spisały;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapachy tych peelingów Joanna - to jest to! <3
    Wcierkę Jantar również lubię i dosyć często chętnie do niej wracam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ile zużyć ;) Wcierki z Jantar używam namiętnie ;) Też mi się kończy, więc niedługo będę polowała na jakieś promocje ;) Te peelingi myjące lubię, bo są tanie i mają ładne zapachy ;) A produkty z Ziaji, niestety, mnie uczulają.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale zużycia ! Super !! Większości jednak nie znam ;(

    OdpowiedzUsuń
  14. Tyle kosmetyków a ja znam jedynie truskawkowy peeling do mycia! Przyznaję, zapach ma przepiękny :) Tonik z Evree w końcu chyba muszę sobie zakupić i sama go przetestować :) Aa i znam jeszcze tą zachwalaną maseczkę węglową z Bielendy ale w moim przypadku serca nie podbiła, a wręcz przeciwnie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak ja lubię denka.. chyba bardziej niż zakupy. Po zakupach mam czasem wyrzuty sumienia, a denka mega mnie cieszą :-) Nawet u siebie widzę pozytywny wpływ, bo więcej zużywam niż kupuję i pomalutku robi się coraz więcej miejsca :-D
    Ja również jestem fanką olejków do kąpieli.. póki co na zmianę zużywam olejki z żelami..bo żeli chcę się pomału pozbyć. Jednak wciąż dziwi mnie dlaczego jest tak mało na naszym rynku takich produktów, a już szczególnie z jakimś fajnym składem i przyjemnym zapachem :-(
    Swojego czasu uwielbiałam te niewielki peelingi Joanny :-) idealnie nadawały się w podróż, bo zajmują mało miejsca.. ale SLSy i tak wysuszały mi skórę, a cena w stosunku do pojemności i wydajności wydaje się za wysoka. Mimo to bardzo dobrze je wspominam :-)
    Kurcze.. mam coś z Kolastyny, co czeka na letni okres! ale po co?! Świetny pomysł! Dzięki! Muszę sprawdzić co to jest i zwyczajnie zużywać.. bo tego typu produkty często się u mnie marnują..a tego nie znoszę.
    Ostatnie dwa masełka do ciała z The Body Shop mnie zawiodły. Na początku zapach wydawał się fajny ale z czasem zwyczajnie zaczął mnie męczyć. Podobnie jak Ty w końcu zaczęłam zużywać te masełka wyłącznie w strefie nóg. Przez te doświadczenia chyba więcej do nich nie wrócę..poza tym ich skład nie jest specjalnie rewelacyjny, a cenowo też dobrze nie wypadają. Obejdzie się bez płaczu.
    No niee.. czy Ty wiesz co robisz?! Wiesz jak ja lubię figowe aromaty! A to coś ma w składzie SLSy, których tak staram się unikać. Ehh.. ciężkie życie. Uhhh.. mam nadzieję, że zapomnę za kilka dni o tym produkcie..ale jak gdzieś mi się napatoczy i kupię to będzie to tylko Twoja wina! ... a świecy zapachowej o tym zapachu nie mają? :-D
    Marka Ziaja tak bardzo zniechęciła mnie do swoich produktów, że choćby recenzje były rewelacyjne to i tak nic bym prawdopodobnie nie kupiła. Wszystko co miałam było jakieś nijakie.. składy często złe lub bardzo złe.. produkty do twarzy wszystkie albo przesuszały mi skórę, albo podrażniały, albo zapychały. No..nie lubię.
    Z chęcią wypróbuję te dwie odżywki do włosów Garniera. Zarówno tą z awokado jak i z morelą. O dziwo moje włosy kochają chemię i dzięki niej ładnie wyglądają. Muszę w końcu gdzieś na blogu zrobić zakładkę z produktami "do kupienia z polecenia" :-D
    Jantarek też jest na mojej liście produktów do kupienia..ale jeszcze mam resztki wcierki z apteki.. więc póki nie zużyję to nie kupię ;-)
    Zaimponowałaś mi tym olejkiem do demakijażu własnej roboty :-) Nowego szukać nie musisz bo jutro do Ciebie pojedzie Resibo :-) Zaraz idę zapakować pudełko.. w pudełko..albo w jakiś papier żeby nic się nie zniszczyło przy transporcie.. może nawet coś jeszcze dorzucę.. jakieś próbki :-)
    Ostatnio zaniedbała moją ulubioną wodę (hydrolat) różany ale od dwóch tygodni cały czasz niego korzystam.. uwielbiam tego typu produkt :-) mam ochotę nawet pójść o krok dalej i kupić serum różane z Pai, które ma świetne recenzje ale jest też trudno dostępne.. najczęściej widuję je na ecco-verde.
    O produktach Alterra pamiętam..ale wciąż jeszcze muszę zrobić czystki aby kupować nowe..do tego jakieś wygrane wcale nie ułatwiają sprawy :-) ale za to jak cieszą :-D
    Na Banię też się skuszę z czystej ciekawości..choć nie przeczuwam fajerwerków. Za to takie plasterki to coś genialnego. Jak mnie na święta ciocie napchają ciastami z dodatkiem orzechów po których mnie wysypuje to będę miała coś co mi pomoże przyśpieszyć kurację :-D
    Piękne denko zrobiłaś.. duma jestem z Ciebie! Mi najgorzej idzie z próbkami, bo zawsze gdzieś o nich zapominam.. Ale już dzisiaj zrobiłam kolejne zdjęcia denka i prawdopodobnie jutro wrzucę :-) pod koniec roku kolejne denko, bo już zrobiłam porządki w kolorówce i nad niektórymi produktami do końca roku się zastanowię ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o kurcze.. moje komentarze chyba robią się coraz dłuższe.. ale sama tego chciałaś.. im dłuższy post tym dłuższy komentarz :-D :-P

      Usuń
  16. Ja na ziaji się nigdy nie zawiodłam :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam jedynie peelingi myjące Joanny. ładnie pachną, ale dla mnie mają zbyt słabe działanie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam BioIQ, peeling Joanny, intimea a w zapasach czekają na mnie maski BA :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nawet kilka produktów znam :) i bardzo cieszę się, że balsam z BBW tak przypadł Ci do gustu :))

    OdpowiedzUsuń
  20. spore zużycia :) Płyn micelarny Bielendy, żel Balea, maseczki rosyjskie, tonik różany i oliwkowy ziaji to moi ulubieńcy :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.