3 marca 2017

Projekt denko #7, zużycia kosmetyczne grudzień 2016 i styczeń 2017

Hej wszystkim!

Przyznaję, że zakupy kosmetyczne to coś, co uwielbiam i co sprawia mi ogromną radość. Mimo jakichś tam zapasów wszelkich mazideł nie zawsze odmawiam sobie kilku nowych drobiazgów do pielęgnacji ciała, włosów, czy przede wszystkim twarzy. Tłumaczę to sobie jednak i usprawiedliwiam tym, że w każdym miesiącu, a nawet w każdym tygodniu do denkowego pudełeczka dorzucam pokaźną liczbę pustych opakowań. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić takim właśnie usprawiedliwieniem i zaprezentować Wam chyba niemałe denko pielęgnacyjne.



Babuszka Agafia, Drożdżowa maska do włosów

Moja ulubiona maska do stosowania nie tyle na długość, co na skalp, która świetnie nawilża skórę głowy oraz włosy ułatwiając ich rozczesywanie i nadając im blask, nie powoduje szybszego przetłuszczania, czy przyklapu, a regularnie stosowana wspomaga moją walkę z wypadaniem włosów.


Babuszka Agafia, Balsam do włosów Aktywator wzrostu

Podobnie jak poprzedni kosmetyk od Babuszki, balsam ten to jeden z moich ulubieńców przy walce z nadmiernym wypadaniem włosów. Nie tylko wzmacnia pasma, dostarczając wielu cudownych składników, ale również rewelacyjnie odżywia skalp, nawilża go i łagodzi wszelkie podrażnienia. Po zastosowaniu włosy są lekkie i puszyste, a przy tym naprawdę miękkie.


Babuszka Agafia, Balsam do włosów na cedrowym propolisie

Przez pewien czas uważałam go za swojego faworyta w kwestii codziennego odżywiania pasm. Później odkryłam coś jeszcze lepiej wpasowującego się w potrzeby moich kłaczków, natomiast balsam nadal spełniał moje oczekiwania i sprawiał, że włosy po wyschnięciu były miękkie i gładkie, a przy tym nie przeciążone, lecz lekkie i sypkie. Duża pojemność wystarczyła na długi okres stosowania. Chętnie wypróbuje inne wersje tych balsamów.


Schwarzkopf, GlissKur, Odżywka do włosów w sprayu Oil Nutritive

Moje cienkie włosy niechętnie przyjmują jakiekolwiek dodatkowe kosmetyki poza szamponem i odżywką. Latem często rezygnuję z odżywek bez spłukiwania, natomiast zimą lubię zaserwować im dodatkową porcję miłości. Odżywka ta ma wygodną formę aplikacji, przyjemny zapach no i co najważniejsze- rewelacyjnie nawilża, wygładza i chroni włosy w często niesprzyjających warunkach jak mróz, wiatr, czy ocieranie szalikami.


Mieszadełko, Olej kokosowy

Kiedyś był moim faworytem wśród wielozadaniowych produktów- stosowałam go do twarzy, ciała, włosów, a także w kuchni. Później, nie wiedzieć czemu, zapomniałam o nim i to na dość długi okres. Na szczęście małą pojemność znalazłam w jednym z pudełeczek ShinyBox i miłość odżyła na nowo. Od razu zakupiłam wielki słój i powróciłam do regularnego (lub chociaż względnie regularnego) olejowania włosów, a efekty widziałam już po kilku użyciach. Włosy lśnią jak z reklamy, są lejące, gładkie i dociążone oraz wyglądają po prostu lepiej.


Intimea, Emulsja hypoalergiczna do higieny intymnej

Co jakiś czas pojawia się w moich denkach, ponieważ w pielęgnacji delikatnych okolic intymnych ufam jej jak żadnej innej. Jest skuteczna, a jednocześnie łagodna. Stosuję ją nie tylko według przeznaczenia również do delikatnego, aczkolwiek dokładnego oczyszczania twarzy wieczorem, do czego sprawdza się równie świetnie.


Fabulous, Queen of Clean, Żel pod prysznic

Cudowny, słodki, jakby kwiatowo-owocowy zapach, który umilał mi wiele kąpieli i z żalem patrzyłam, jak dobija dna. Jedyny minus, jaki zauważyłam to to, że aromat ulatnia się zaraz po spłukaniu, przez co nie dane mi było cieszyć się nim po zakończonej kąpieli. Mimo zawartości silniejszy detergentów nie wysuszał mojej skóry, wręcz pozostawała gładka i miękka.


Isana, Olejek pod prysznic

Chwalony przez wiele osób, szczególnie za świetne właściwości domywające pędzle. Do mnie trafił w celu tradycyjnym, czyli do oczyszczania ciała, co robił bez najmniejszego zarzutu. Świetnie mył, nie powodując wysuszenia i ściągnięcia skóry. Po osuszeniu ciała nie odczuwałam niepohamowanej potrzeby nabalsamowania się, co często ma miejsce przy wielu drogeryjnych kosmetykach pod prysznic.


Mieszadełko, Olej z orzechów włoskich o zapachu pomarańczowo-cynamonowym

Kolejny maluszek znaleziony w ShinyBox razem z olejem kokosowym. Używałam go do pielęgnacji ciała, bardziej w roli dodatkowej aromaterapii niż właściwości pielęgnacyjnych. Oczywiście zapewniał mojej skórze dodatkową ochronę i pielęgnację, natomiast ten zapach... Idealnie zimowy i otulający, po prostu cudowny.


Organique, Masło do ciała

Moje perwsze masło do ciała tej marki i przyznaję, że wywarło na mnie niezwykle pozytywne wrażenie. Zbita i bogata formuła, która po rozgrzaniu w dłoniach zamieniała się w olejek, świetne właściwości pielęgnacyjne, niezłe wchłanianie i przyjemny, subtelny zapach. Myślę, że skuszę się na więcej kosmetyków tej marki.


Evree, Total Nutrifirm, Balsam do ciała odżywczo-ujędrniający

Brat mojego faworyta do pielęgnacji ciała, czyli balsamu Max Repair, który okazał się równie skuteczny, a jednocześnie zachwycił mnie swoim zapachem. Bez zarzutu odżywiał moją skórę, sprawiał, że była gładka i miękka, szybko się wchłaniał, a zapach utrzymywał się jeszcze kilka godzin po aplikacji.


Garnier, Płyn micelarny 3w1 do skóry normalnej i mieszanej

Najsłynniejsza, czyli różowa wersja tego płynu bardzo przypadła mi swego czasu do gustu, dlatego skusiłam się na wersję do cery mieszanej. Niestety okazało się, że nie jest to kosmetyk tak fantastyczny, jak jego brat przeznaczony do cery wrażliwej. Co prawda zmywał makijaż i nie podrażniał mocno skóry, aczkolwiek cały proces demakijażu przy jego użyciu trwał dłużej, niż było to konieczne, a skóra czuła ingerencję jakiegoś drażniącego kosmetyku, co prawdopodobnie powodowała obecność alkoholu.


Beauty Formulas, Maska do twarzy z aktywnym węglem

Po pierwszym użyciu poczułam rozczarowanie i zniechęcenie do masek z węglem. Miałam wrażenie, że zamiast oczyszczać pory, zakleja je jeszcze mocniej i obciąża mi skórę. Dopiero gdy znalazłam na nią sposób, czyli ponowne umycie twarzy po jej zmyciu, byłam w stanie ją zużyć do końca. Jakiś tam efekt dawała, lekko oczyszczała cerę i ją odświeżała, natomiast jeśli już miałabym sięgać po maski z węglem, to skusiłabym się na te marki Bielenda.


Laboratorium Cosmeceuticum, Hydrolat oczarowy

Świetny tonik do cery mieszanej bądź tłustej, jeśli borykacie się z nadprodukcją sebum, czy nawet niedoskonałościami. Rewelacyjnie zwężał pory i ograniczał przetłuszczanie cery, a do tego koił stany zapalne, zmniejszając zaczerwienienie i przyspieszając ich gojenie. Dokładną recenzję zamieściłam TUTAJ.


Alterra, Serum do intensywnej pielęgnacji twarzy z granatem

Jedno z moich ulubionych ser do twarzy do stosowania na dzień, które jest tanie, nie przeciąża skóry, a jednocześnie zapewnia jej optymalny poziom nawilżenia przez długie godziny. Dopiero gdy znika z mojej półki, przypominam sobie, jak bardzo go lubię. Osobny post o nim znajdziecie TUTAJ.


Bielenda, Super Power Mezo Serum, Aktywne serum korygujące z kwasami

Skusiły mnie pozytywne opinie na ogromnej ilości blogów i kanałów YouTube. Jestem wielką fanką preparatów z kwasami, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Serum to świetnie się wchłaniało, pięknie pachniało, a do tego działało tak, jak powinno, czyli rozjaśniało przebarwienia, zmniejszało pory, zapobiegało powstawaniu wyprysków oraz przyspieszało gojenie już powstałych. Choć denerwował mnie krótki termin przydatności od momentu otwarcia, to chętnie wrócę do niego w przyszłości.


Dr Wilsz, Norel, Mandelic Acid, Krem do twarzy z kwasem migdałowym

Kolejny kosmetyk z kwasami i kolejny, który bardzo dobrze spisał się na mojej cerze. Efekty dawał podobne jak wspomniane wyżej serum marki Bielenda, ale miałam wrażenie, że robił to szybciej, a jednocześnie delikatniej. Z tego też powodu skusiłam się na tonik żelowy z tej serii i jak na razie wróżę nam co najmniej przyjaźń.


Evree, Magic Rose, Krem do twarzy upiększający

Jakiś czas temu testowałam olejek różany z tej serii i przez cały okres stosowania miałam mieszane uczucia, których nie potrafiłam ukierunkować. Początkowo z tym kremem było podobnie, a nawet momentami obwiniałam go o zapychanie skóry. Okazało się jednak, że to nie jego wina, a jedynie moja skóra przechodzi załamanie nerwowe, natomiast sam kremik okazał się bardzo przyjemnym codziennym nawilżaczem, zapewniającym skórze odżywienie, nawilżenie i zdrowy blask oraz świetnie sprawdzającym się pod makijaż.


Laboratorium Cosmeceuticum, Polny Warkocz, Mazidło Konopne

Kosmetyk o rewelacyjnym, krótkim, a zarazem bogatym składzie, pełen dobrodziejstw natury. Na dzień używałam go jedynie w dni, gdy nie wychodziłam z domu, natomiast nałożony na noc świetnie regenerował skórę, koił podrażnienia i łagodził stany zapalne. Recenzję znajdziecie TUTAJ.


BioOil, Olej Macadamia w formie roll-on

Początkowo nie zachwyciła mnie forma roll-onu, ponieważ nie mogłam wypróbować go na wszelkie możliwe sposoby, jak np. nałożenie na włosy w celu ich naolejowania. Stosowałam go na noc pod oczy jako dodatkowa dawka składników odżywczych oraz na wszelkie podrażnienia i przesuszenia, choćby spowodowane alergią. Przynosił w takich wypadkach niesłychaną ulgę i zdecydowanie pomagał skórze się zregenerować.


Evree, Max Repair, Krem do rąk regenerujący 

Jedyny krem, jaki radzi sobie z przesuszeniami na moich dłoniach. jego treściwa, gęsta formuła przynosi od razu ulgę skórze, a pozostawiona warstewka chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi. Dodatkowo nałożony na noc grubszą warstwą wspaniale wspomaga regenerację naskórka i sprawia, że rano dłonie są miękkie i odżywione. Plusem jest to, że nie powoduje pieczenia w momencie kontaktu z pękniętą skórą.


Mariza, Serum do rąk z olejem arganowym

Uwielbiałam je do stosowania na dzień, ponieważ dzięki lekkiej konsystencji szybko się wchłaniało. Skóra stawała się nawilżona i mniej spierzchnięta, a efekt był nieco dłuższy niż do pierwszego mycia. Początkowo byłam zachwycona opakowaniem z pompką, jednak pod koniec ciężko było wydobyć produkt z buteleczki.


Alterra, Pomadka do ust z rumiankiem

Kupując ją, nie wiedziałam jeszcze, czy będą ją stosować tradycyjnie- do ust, czy może do rzęs, co potrafi przynieść świetne efekty. W końcu postanowiłam, że początkowo wykorzystam ją do pielęgnacji rzęs i sprawdzę, jak się spisuje. Niestety, mimo kilku miesięcy regularnego nakładania na noc, nie zauważyłam większych, ani nawet jakichkolwiek efektów. Dlatego ostatecznie zużyłam ją jako zwykłą pomadkę, do czego sprawdzała się dobrze, aczkolwiek nie pobiła mojego ulubionego masełka do ust.


Nivea, Masełko do ust malinowe

Oto i ono. Moje ulubione, ukochane i najlepsze masełko do pielęgnacji przesuszonych i spierzchniętych warg. W sposób ekspresowy i intensywny natłuszcza je, odżywia i przywraca odpowiedni poziom nawilżenia. Radzi sobie nawet po całym dniu noszenia matowych pomadek, czy w trakcie trwania największych mrozów. Ani ja, ani mój chłopak nie wyobrażamy sobie nie mieć go na półce.


Elfa Pharm, Mydło biszofitowe

Nie zwykłam prezentować Wam w denkach tak przyziemnych produktów, jak mydła. Tym razem zrobiłam wyjątek, nie ze względu na cudowne właściwości, a dlatego, że pokazywałam je Wam w zawartości jednego z pudełek ShinyBox i stwierdziłam, że przynajmniej wspomnę, iż go zużyłam.  Jak się spisało? Mydło jak to mydło... Myło, ale czy sięgnęłabym po niego ponownie? Wątpię. Wolę kostki Dove.


BioOil, Masło Shea

Początkowo nie doceniałam jego właściwości. Wiedziałam, że świetnie radzi sobie z podrażnieniami i przesuszeniem, ale nie darzyłam go żadnym specjalnym uczuciem i zużywałam do codziennego pielęgnowania dłoni. Miłość dozgonna zrodziła się dopiero w trakcie choroby i problemów z podrażnionym nosem. Do tej pory myślałam, że cuda w takich sytuacja zdziała jedynie maść z witaminą A, ale się myliłam. Zacznę od niesamowitej wydajności, gdyż takie malutkie opakowanie (chyba 50 g, ale napisy się starły) wystarczyło mi na jakieś pół roku raczej codziennego stosowania. Najlepiej na świecie natłuszczał skórę, pomagał w jej regeneracji oraz koił podrażnienia. 


Saszetki i próbki

Zwykle zużywanie maseczek w saszetkach, czy próbek idzie mi dość sprawnie, jednak tym razem, mam wrażenie, że przeszłam samą siebie. Łącznie zużyłam 34 saszetki, w tym 11 połówek ulubionych maseczek Rival de Loop, 4 opakowania masek węglowych Bielenda, 1 maskę w płacie od LomiLomi, 3 pary płatków pod oczy, 7 próbek kosmetyków marki Sylveco/ Vianek oraz 8 innych, pojedynczych saszetek.



Jak tam Wasze zużycia? Owocne?


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D



23 komentarze:

  1. Chyba musze wypróbować sobie serum do twarzy z Alterry :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam kilka produktów :) a olejek z Isana chciałabym spróbować, jeszcze go nigdy nie miałam

    OdpowiedzUsuń
  3. Spore to denko. Znam maskę węglową oraz serum i pomadkę z Alterry. Całą trójkę uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie Garnier był poprawny, ale nie mam porównania z różową wersją. Mam ochotę na drożdżową maskę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile zużyć brawo będzie miejsce na nowości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogromne denko, gratuluję tak wielu zużyć :) mam olej kokosowy i również uwielbiam - stosuję do demakijażu twarzy :) u mnie serum z bielendy kompletnie się nie sprawdziło niestety :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Krem evree i serum bielendy to moi wieeeelcy ulubieńcy, bez któych nie wyobrażam sobie pielęgnacji, zwłaszcza w wypadku 2 produktu :)
    Pomadkę rumiankową też lubię i maseczki węglowe Bielendy. Rosyjskie kosmetyki do włosów są całkiem przyjemne. Masełko nivea mam borówkowe i bardzo polubiłam, chociaż wcześniej jak miałam wersję karmelową to miałam wrażenie, że zachowuje się jak zwykła wazelina, zapach mnie męczył. Ale teraz przekonałam się że nałożone na noc w grubszej warstwie działa cuda ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze Ci poszło, będzie sporo miejsca na nowości;p Znam ten spray z Gliss Kura i to jedna z lepszych wersji, jakie są do wyboru;) Oczywiście masełko Nivea znam i bardzo lubię ale ten balsam na cedrowym propolisie u mnie się bardzo przeciętnie sprawdził, a szkoda, bo jest okropnie wydajny. To serum z Alterry fajne, może zapoluję na niego;)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie zielony Garnier się sprawdził, ale i tak różowy lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Olej kokosowy absolutnie na wszystko - zgadzam się :) aktualnie używam do demakijażu. Moje najnowsze kokosowe odkrycie to krem do rąk Nacomi z olejek kokosowym, genialne połączenie składników - polecam serdecznie. A używałaś może oleju kokosowego do wybielania zębów?

    OdpowiedzUsuń
  11. Balsamy Babuszki Agafii muszę wypróbować. :) Z Twojego denka znam jeszcze balsam Evree, ale efekty widzę tylko, gdy stosuję go regularnie :/ Czerwony krem do rąk lubiłam, ale biała wersja wydaje mi się jeszcze lepsza. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwsze dwa kosmetyki znam i lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niektórych jeszcze nie miałam okazji testować :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/03/black-coat.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie miałam jeszcze okazji żadnego z tych kosmetyków testować. Widzę, że kosmetyki od Babuszki dosyć popularne ostatnio ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Dużo tych dobroci :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja w końcu dorwałam olejek z Isany (po chyba dwóch miesiącach chodzenia do Rossmanna i wiecznego zapominalstwa). I jestem nim zachwycona! Używam go jednak w zupełnie innym celu - do mycia pędzli i gąbek :) Zapach trochę mi nie leży i przy myciu ciała bym się z nim za bardzo męczyła :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Duuużo tego! Uwielbiam masła organique:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Sporo próbek zużyłaś :) lubię tę odżywkę z Schwarzkopf, dobrze mi się po niej włosy rozczesują i ładnie błyszczą :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytając kolejne produkty byłam pod wrażeniem zużyć ale to ostatnie zdjęcie z próbkami to mnie dobiło :-D Tak pewnie wyglądałoby moje zużycie próbek po roku :-D Ich zużywanie idzie mi wręcz szokująco wolno :-D
    Sklepu Organique nie lubię :-| Pachnie tam przepięknie, niemal każdy kosmetyk to inne doznania.. no nie ma opcji aby wyjść z tego sklepu z pustymi rękami :-D Moja silna wola i sklep organique to bardzo złe połączenie.
    Do mycia pędzli używam szamponu babydream ale już mam go na wykończeniu :-) w zastępstwie planuję kupić en olejek Isana ale nie omieszkam przetestować go pod prysznicem. Jak wiesz kocham olejki pod prysznic :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. WOW, zaszalałaś z tymi zużyciami :D Ostatnio zaczęłam używać drożdżowej babuszki Agafii, ale dla mnie chyba jest ona zbyt lekka :C Nigdy nie stosowałam jej natomiast na skórę głowy a może powinnam, bo jest ona ostatnio trochę podrażniona, a i włosy przez to wiosenne przesilenie zaczynają mocniej wypadać :C Oljeku z Isany regularnie używam do mycia pędzli i gąbek do makijażu, nic tak dobrze sobie nie radzi z zaschniętym podkładem czy różem :D Naprawdę spore denko, jestem pod wrażeniem! :D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.