28 kwietnia 2017

Wiosenne wypadanie włosów. Jak poradzić sobie z problemem? Mój sposób na poskromienie nadmiernej utraty włosów.

Hej wszystkim!

Jakiś czas temu, jak co roku z resztą, odczułam na sobie skutki przesilenia wiosennego. Nie tylko byłam zmęczona i ciągle chciało mi się spać, ale najmocniej odbiło się to na moich włosach, które zaczęły wypadać garściami. Praktycznie od razu rozpoczęłam walkę i zastosowałam wręcz zmasowany atak. No i się opłaciło! Chcecie poznać mój sposób działania? Zapraszam więc do lektury!


Aby cały post miał, jak to się mówi, "ręce i nogi" zacznijmy może od odrobiny teorii. Skąd się bierze wiosenne wypadanie włosów? Dlaczego to właśnie ta pora roku jest dla nich najtrudniejszym okresem?
Odpowiedź jest prosta: Ponieważ wiosna następuje po zimie! :D
Dobrze wiemy przecież, jak mocno niekorzystny wpływ ma na nasze pukle skrajna temperatura, a co gorszego może spotkać nasze pasma niż podmarzanie i porastanie szronem w czasie zimowego spaceru, czy nawet szybkiego biegu na przystanek autobusowy. Ba, często nie tylko włosy na długości doznają przymrożenia, ale także, z powodu braku czapki, dotyka to także nasze cebulki, które każdego dnia słabną, słabną, a wszystko to zostaje dostrzeżone, kiedy jest już za późno, czyli wraz z pierwszymi promykami wiosennego słoneczka.
Jak w każdym przypadku bywa, nie tylko czynniki zewnętrzne przyczyniają się do zagłady. Nasza zdecydowanie bardziej uboga w świeże warzywa i owoce dieta nie sprzyja fryzurze rodem z reklamy. Przyznać się! Kto z Was zimą zjada mniej tych pyszności lub ogranicza ich różnorodność?? Ja na pewno przyznaję się do zarzutu!
Nie zapominajmy, że nasze włosy mogą się przerzedzić nie tylko przez wypadanie. Noszenie zimą grubych swetrów i ogromnych szali, często ze sztucznych materiałów nie tylko powoduje elektryzowanie się włosów, ale również silnie uszkadza ich strukturę oraz powoduje ich przesuszenie oraz kruchość. To natomiast prowadzi zarówno do rozdwajanie się końców, jak i co gorsze, do łamania się włosów, często dużo wyżej niż byśmy tego chciały. W efekcie przy skórze głowy może i mamy podobną ilość kłaczków, za to na długości... Co drugi włos złamany.


Tak więc skoro znamy już kilka podstawowych przyczyn pogarszania się stanu włosów wiosną, możemy porozmawiać o zapobieganiu temu zjawisku. Przede wszystkim o nasze kochane pasma powinnyśmy troszczyć się cały rok, nie tylko wtedy, gdy zauważymy niepokojące nas objawy. Szczególnie zimą nie możemy zapominać o częstym ich nawilżaniu oraz każdorazowym zabezpieczaniu ich przed wszelkimi czynnikami zewnętrznymi. Gdy dorzucimy do tego zdrową i zbilansowaną dietę bogatą w świeże owoce i warzywa, to żadna zmiana pór roku nie powinna być nam straszna, a przynajmniej jej skutki powinno nam być o wiele łatwiej opanować niż po kilku miesiącach zostawiania włosów samym sobie.

Osobiście zimą nie funduję pasmom wakacji, a staram się je sukcesywnie pielęgnować. Przyznaję jednak, że mimo najszczerszych chęci i sporej dawki uczucia, jaką im serwuję, każdego roku wiosną, zaczynają mi dość mocno wypadać. W tym roku przeszłam dokładnie to samo i nie obyło się bez kilku momentów grozy, gdy pęk włosów wyciągniętych z odpływu okazał się wielkości mojej pięści. Na szczęście przez ostatnie miesiące poznałam kilka produktów, których byłam pewna i sięgając po nie, głęboko wierzyłam, że za pewien czas dostrzegę różnicę. By jednak efekt był szybszy i bym do tego momentu nie została z trzema włosami niczym bohater słynnej bajki "Bolek i Lolek", postanowiłam natrzeć na wroga zmasowanym atakiem, dobierając się do niego zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz.


Zaczynając od wszelkich specyfików, które wmasowywałam, wklepywałam i wcierałam, muszę wyróżnić kilka niezastąpionych produktów:
- Alterra, Szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się Biotyna&Kofeina (stosowany przy prawie każdym myciu, poza jednym dniem w tygodniu, gdy traktuję skalp czymś dogłębniej oczyszczającym)
- Babuszka Agafia, Maska do włosów drożdżowa (stosowana jedynie na skalp na kilka/ kilkanaście minut, czasami nakładana pod czepek na ok. godzinę przed myciem)
- Babuszka Agafia, Balsam do włosów Aktywator wzrostu (stosowany podobnie jak maska drożdżowa)
- Natura Siberica, Rokitnikowy scrub do skóry głowy (nakładany na skalp mniej więcej raz na tydzień lub dwa tygodnie, w zależności od potrzeb)
- Farmona, Jantar, Odżywka z wyciągiem z bursztynu do skóry głowy i włosów (wcierany w skórę głowy każdego wieczoru, a następnie delikatnie wmasowywany przy użyciu szczotki typu Tangle Teezer, by wzmocnić jego działanie)
- Olej kokosowy (jedyny z wymienionych tutaj produktów, który nakładałam nie na nasadę, a na długość włosów, by zapewnić im nawilżenie i odżywienie, a dzięki temu większą odporność na uszkodzenia i złamania)


Od środka natomiast zamierzałam powrócić do herbatek ze skrzypu polnego oraz do picia oleju lnianego. Niestety herbatki nie mogłam znaleźć w żadnym sklepie znajdującym się w sąsiedztwie, natomiast olej nie zachęcał mnie smakiem. Znalazłam jednak świetne rozwiązanie dzięki kapsułkom Skrzypolen od Oleofarm. Nie musiałam zmuszać się do picia gęstego lnianego płynu o niezbyt przyjemny smaku ani działającej na mnie mocno moczopędnie herbatki ze skrzypu, co niejednokrotnie doprowadzało mnie do furii. Wystarczyło połykanie dwóch kapsułek dziennie, by dostarczyć włosom składników niezbędnych do ich prawidłowego wzrostu. Poza ekstraktem ze skrzypu polnego oraz lnu znalazła się tam biotyna, cynk, aminokwasy siarkowe, a także kwas hialuronowy, przez co jednocześnie walcząc o piękne włosy, zadbamy o naszą skórę i paznokcie.


Suplement ten stosowałam zbyt krótko (zużyłam jedno opakowanie= 48 kapsułek= 24 dni suplementacji), by zauważyć jakiekolwiek efekty. Jestem jednak zdania, że każdą urodową walkę warto wspomagać od wewnątrz, by uzyskane efekty były intensywniejsze, a czas oczekiwania krótszy, tym bardziej, jeśli do czynienia mamy z naturalnymi składnikami. Niektórzy chętniej sięgają w tym celu po świeże składniki, inni po herbatki, natomiast część z nas woli szybkie i wygodne kapsułki bądź tabletki. Sama najchętniej miksuję te metody, w zależności od substancji i wolnego czasu.


Na dzień dzisiejszy wypadanie moich włosów znacznie się zmniejszyło, wręcz jestem skłonna powiedzieć, że w odpływie widuję ich mniej, niż do tej pory w "normalne" dni w roku, kiedy to i tak nie uskarżałam się na wzmożoną utratę pukli. Zarówno podczas kąpieli, jak i czesania, czy zwykłego codziennego funkcjonowania widuję ich o wiele mniej, niż przywykłam. Do tego muszę przyznać, że tempo, w jakim rosną również wykracza poza przeciętną. Może nie powiem, że jest to różnica widoczna z dnia na dzień, ponieważ nie zdążyłabym zarabiać na fryzjera, jednak ich długość całkiem porządnie cieszy moje oczy, na tyle, że nie szkoda mi oddawać ich w ręce fachowca na choćby podcięcie zniszczonych końcówek, bo wiem, że nawet się nie obejrzę, kiedy długość będzie z powrotem taka sama.

Chyba znalazłam swój zestaw idealny do walki z wypadaniem włosów! <3


A jak Wasze pasma? Też nie lubią wiosny? Jak sobie z tym radzicie?


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D


13 komentarzy:

  1. Moje włosy mają wieczną wiosnę... Non stop wypadają :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na szczęście nie mam z tym problemu ;) uff

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że jesteś zadowolona z efektu, u mnie z tym różnie bywa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi własnie czasem wypadaja a czasem nie :P

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja mamuśka również ma teraz ten kłopot. Wyposażyłam ją już w moje szampony i odżywkę Cece, kazałam też kupić Jantar. Może sprawdzimy też Twoją Aleterrę jako następną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajne te tabletki;) Na mnie też olej lniany i skrzyp działają dobrze, więc pewni by się sprawdziły;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje bardziej szaleją zima, ostatnio systematycznie wcieram różne specyfiki i od jakiegoś czasu włosy nie wypadają w nadmiernych ilościach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego ja w zimie zawsze chodzę w czapce, a włosy staram się chować pod kurtkę lub pod szalik. Jednak co z tego skoro brak warzyw i owoców w diecie jest gigantyczny.. ja się przyznaję bez bicia. Do tego mam tendencję do niewielkiej ilości spożywanej wody :-(
    Moja walka z wypadaniem wygląda bardzo podobnie, chociaż może z nieco innymi produktami :-D Mam w planach zapolować na jakiś szampon z biotyną lub kofeiną ale chwilowo mam zapasy i jeszcze ostatnio je pogłębiłam :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. No niestety taki nasz urok, że włosy w pierwszej kolejności odczuwają stres, zmiany hormonalne czy pogodowe, a także zmiany kosmetyków :)

    Zapraszam na najnowszy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje włosy ostatnio wypadają jak szalone, ale jestem chyba zbyt leniwa, żeby coś z tym faktycznie zacząć robić... Niestety u mnie to kwestia choroby, która pod względem włosów jest naprawdę uciążliwa i potrafi dać w kość. Zamierzałam w tym roku wprowadzić suplementację, ale przykładowo mojej mamie po odstawieniu właśnie takich suplementów problem wypadania się nasilił :(

    OdpowiedzUsuń
  11. olej kokosowy i wcierka z jantara jak najbardziej na tak! dodatkowo stosowałam kiedyś olejek rycynowy i mnóstwo baby hair się u mnie pojawiło po nim

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie wypadają na wiosnę i jesień,a w tym roku o dziwo mam wysyp baby hair! :D Tylko ze skalpem mi się coś stało, bo mam delikatny łupież i skóra głowy zaczęła mi się przetłuszczać :C Twoje rady są dobre - też uważam, że powinnyśmy działać jeszcze przed nadejściem przesilenia i suplementować się od środka - dobra dieta to podstawa :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja ratuję się zdrowszym odżywianiem oraz piciem zdrowej wody z naszego filtra na ujęciu wody - bez chloru i fluoru itp. Plus suplementacja.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.