4 lutego 2017

ShinyBox styczeń 2017 Party Time

Hej wszystkim!

W styczniu otrzymałam swoje ostatnie pudełeczko ShinyBox zakupione w ramach trzymiesięcznego pakietu. Dwie poprzednie edycje naprawdę mi się podobały, choć oczywiście znalazły się tam również takie produkty, które od razu poszły dalej w świat. Ani razu natomiast nie poczułam, że źle zrobiłam, zamawiając ten pakiet. Czy i tym razem, moim zdaniem, pudełeczko zachowało poziom?


ShinyBox Party Time zostało stworzone z myślą o karnawale. Produkty znajdujące się w środku, mają pomóc nam uzyskać imprezowy look. W środku znajdziemy aż 10 produktów- jest coś z pielęgnacji, jednak tym razem prym wiodą kosmetyki kolorowe.

Zaczynając od pielęgnacji, której jest najmniej, wspomnę o produkcie, który dla mnie jest najmniej trafiony w tej edycji, a jest to Farmona, Zimowy krem ochronny do twarzy (produkt pełnowymiarowy, cena 11,50/ 75 ml). Jest to kosmetyk 1 z 3 znajdujący się wymiennie z kremem do rąk tej samej marki oraz maską do twarzy marki Bandi i przyznaję, że każdy z pozostałych dwóch produktów ucieszyłby mnie znacznie bardziej, ponieważ podobny krem do twarzy otrzymałam w pudełeczku grudniowym.
O piękną, nie tylko karnawałową fryzurę pomoże nam się zatroszczyć produkt marki Schwarzkopf, Gliss Kur, Fiber Therapy Regeneracja w olejku (produkt pełnowymiarowy, cena 18,99/ 100 ml). Bardzo lubię odżywki w sprayu tej marki, więc mam przeczucie, że i ten eliksir dogada się z moimi włosami.


Będąc fanką naturalnych kosmetyków oraz kremów pod oczy niezwykle ucieszyłam się z obecności L'Orient, Power of Minerals, Krem pod oczy (produkt pełnowymiarowy, cena 64,00/ 15 ml), który ma rewelacyjny bogaty skład, pełen ekstraktów i dobroczynnych substancji, a do tego zamknięty jest w wygodnym opakowaniu z pompką.
Może już nie tak spektakularnym dodatkiem, lecz nadal przydatnym, jest Blanx Med, Pasta do zębów Anty-Osad (produkt niepełnowymiarowy, cena 22,90/ 75 ml). Plusem jednak jest fakt, iż nie jest to przynajmniej najtańsza, "zwykła" pasta z drogeryjnej półki oraz że świetnie sprawdzi się na krótki wyjazd zamiast wielkiej tuby.


W kwestii produktów ułatwiających wykonanie karnawałowego makijażu początkowo największą radość wywołały u mnie rzęsy Neicha (produkt pełnowymiarowy, cena 16,90/ komplet) oraz klej do rzęs tej samej marki (produkt pełnowymiarowy, cena 14,90/ 5 g) . W internecie znaleźć można wiele pozytywnych opinii na temat asortymentu firmy. Rzęski mają piękne, każdy znajdzie coś dla siebie, natomiast klej podobno jest bardzo dobry. Model rzęs, jaki dostałam, od razu mocno przypadł mi do gustu i zostaje mi tylko czekać, aż będę miała okazję przy ich użyciu wyczarować prawdziwe kocie spojrzenie.


By rzęsy nie ozdabiały "gołego" oka do pudełeczka dołączono Feberlic, Cień do powiek w kredce (produkt pełnowymiarowy, cena 22,50/ szt.). Kolor, jaki mi się trafił, jest całkiem przyzwoity, brązowy wpadający bardziej w chłodne, niż ciepłe tony. Natomiast noszenie go solo u mnie nie wchodzi w grę, ponieważ po kilku minutach gromadzi się w załamaniu. Jedyną opcją, jaką widzę w tym wypadku, jest stosowanie go pod cienie prasowane, by wzmocnić ich efekt.
Wiem, jak ważnym elementem każdego makijażu i nie tylko są nasze brwi, dlatego praktycznie nie ruszam się z domu bez ich podkreślenia, choćby przy użyciu żelu. Widzę, że i zespół Shiny zdaje sobie z tego sprawę, ponieważ zatroszczył się, by każda z nas w swoim pudełeczku znalazła Bell, Modelujący żel do brwi (produkt pełnowymiarowy, cena 9,99/ 9 g). Mój  jest w numerze 02 i ma dość chłodny, brązowo-szary odcień, który chętnie przetestuję na swoich brwiach.


Nie wyobrażam sobie karnawału, a nawet żadnego innego wieczornego wyjścia bez błyszczących detali w makeupie. Bazy rozświetlające są mi obce, jednak rozświetlacz nałożony w strategiczne miejsca to oczywiście mój must have. Tym razem będę mogła wypróbować taki w formie płynnej, który sprawdzi się również w roli bazy zastosowanej na całą twarz, a to dzięki Joko Make-Up, Glow Primer, Emulsja rozświetlająca (produkt pełnowymiarowy, cena 9,90/ 25 ml). Kolor, na jaki trafiłam to piękny złoto- brzoskwiniowy odcień, czyli taki, jaki najbardziej lubię w produktach rozświetlających. Wydaje mi się jednak, że przy mojej karnacji do stosowania na całą twarz jest odrobinę za ciemny i do takiego celu nada się jedynie latem.
Poza makijażem ważnym elementem na pewno jest także manicure, dlatego nie mogło obyć się bez prezentu w postaci lakieru do paznokci od marki Cuccio Naturale (prezent, produkt pełnowymiarowy, 13 ml). Mi trafił się lakier w odcieniu Nantucket Navy, czyli całkiem ładnym graficie połyskującym na granatowo, który przy najbliższej okazji wyląduje na moich paznokciach.

Przyznaję, że edycja pudełeczka Party Time, podobnie jak dwie poprzednie, przypadła mi no gustu, a większość z otrzymanych produktów trafiło w mój gust, czy to pod względem właściwości, czy koloru. Najmocniej zachwycił mnie krem pod oczy L'Orient, eliksir do włosów Gliss Kur, rzęsy i klej Neicha oraz rozświetlacz Joko. Pozostałe produkty, poza kremem ochronnym marki Farmona, chętnie przetestuję i to w jak najbliższym czasie.


Jak podoba Wam się zawartość styczniowego ShinyBoxa?


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D


14 komentarzy:

  1. emulsja rozswietlajaca najbardziej mi sie spodobala :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do mnie też dotarł styczniowy Shiny. Generalnie party jest:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie ta emulsja rozjaśniająca z Joko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne kosmetyki widziałam juz to pudełeczko <3

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/02/military-style.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam tego pudełka, ale czułabym lekki niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi najbardziej przypadły do gustu rzęsy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się średnio podoba ale ważne, że Ty jesteś zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Krem pod oczy i eliksir z Gliss Kura mnie by najbardziej ucieszyły;) Te kremy z Farmony ciągle ostatnio widzę w boxach...

    OdpowiedzUsuń
  9. To pudełko nieustannie mnie zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyjątkowo podoba mi się te pudełko ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ciekawie się prezentuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Najlepszy kosmetyk wg mnie z tego pudełka to krem Orient :) niedługo zabieram się za jego testowanie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Oo nawet rzęski się znalazły, jestem w szoku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pudełka wciąż mnie nie przekonują. Gdybym je zamówiła to ostatecznie wyszło by na to, że krem Farmony zużyłabym do dłoni i stóp, bo kiedyś coś takiego od nich miałam i był dla mnie za ciężki. Z olejku Gliss Kull bym się ucieszyła bo lubię produkty do włosów.. ale stałby w zapasach, bo coś podobnego mam a zużywam dość wolno. Z marką L'Orient miałam już kilka doświadczeń i niestety żadne nie były na tyle powalające, że chciałabym do nich wrócić. Poza tym kremy pod oczy schodzą mi baaaardzo wolno więc na ogół wybieram jak najmniejsze opakowania :-) Wszelkie pasty do zębów są zawsze mile widziane, choć ostatnio trzymam się tych bez fluoru i SLSów. Jeśli ta zawiera te substancje to pewnie została by przekazana dalej. Rzęsy wyglądają pięknie :-D a klej w takim opakowaniu to prawdziwe zbawienie. Cień i żel do brwi przyjęłabym z uśmiechem na twarzy. Jednak co do odcienia to miałaś szczęście, bo innym trafił się np niebieski z którego raczej zadowolona bym nie była. Emulsja rozświetlająca to całkiem ciekawy produkt, który chętnie bym na sobie sprawdziła z czystej ciekawości.. a lakierów nigdy za mało :-D
    W zasadzie muszę przyznać, że jestem zaskoczona. Chyba po raz pierwszy bardziej ciekawi mnie kolorówka niż część pielęgnacyjna pudełka. Pewnie dlatego, że kolorówki nigdy za wiele :-D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.