22 stycznia 2017

Ulubieńcy Roku 2016- Pielęgnacja

Hej wszystkim!

W minionym tygodniu dzieliłam się z Wami moimi ulubieńcami kosmetycznymi w dziedzinie makijażu. Dzisiaj natomiast przybywam z porcją produktów pielęgnacyjnych, których wybór był dla mnie niezwykle trudny, ponieważ przywiązuję ogromną wagę do dbania zarówno o ciało i włosy, jak i cerę. Rok 2016 minął mi na testowaniu nowości i poznawaniu wielu, cudownych lub trochę mniej, kosmetyków. Starałam się ograniczyć do wyróżnienia jedynie największych perełek, a w dodatku takich, które stosowałam przez znaczną część roku.


Od kiedy pamiętam, byłam fanką wszelkich masek i maseczek, czy to oczyszczających, nawilżających, czy regenerujących. Moim numerem jeden w tej kategorii są najróżniejsze glinki, które potrafią zdziałać cuda nawet wtedy, gdy moja cera przechodzi kryzys. Nie tylko dogłębnie oczyszczają pory i zmniejszają ich widoczność, ale również, w zależności od ich rodzaju, potrafią dodatkowo ukoić, czy rozjaśnić cerę. Nieco delikatniejszą, aczkolwiek nadal dobrze oczyszczającą maską jest Petal Fresh, Age Defying, Facial Clay Masque z aloesem i granatem. Jak sama nazwa wskazuje tutaj również mamy do czynienia z glinką, jednak tym razem białą, przez co maska jest zdecydowanie bardziej delikatna, a poza usunięciem z naszych porów wszelkich zanieczyszczeń zapewnia nam sporą dawkę nawilżenia i złagodzenia podrażnień. Oczywiście żadna maska nie byłaby skuteczna, gdyby nie zastosowanie przed jej nałożeniem peelingu, który zlikwiduje wszelki zalegający martwy naskórek i ułatwi wchłanianie dobroczynnych substancji. Przez lata moim faworytem w tej dziedzinie był korund, który zapewniał mi naprawdę mocne i porządne zdzieranie, jednak w minionym roku dałam szansę peelingowi enzymatycznemu, który praktycznie już po pierwszych użyciach skradł moje serce. Mowa tu o Evree, Peeling do twarzy 3w1. Zapewnia on mojej cerze natychmiastowe odświeżenie i zdrowy blask, a skóra w dotyku jest miękka niczym jedwab, albo pupcia niemowlaka. Gdyby nie fakt, iż dotykanie twarzy w ciągu dnia nie jest najlepszym przyzwyczajeniem, to po takim zabiegu mogłabym się godzinami miziać po buzi.


Kolejnym etapem pielęgnacji cery, jakiego nie wyobrażam sobie pominąć, jest nakładanie serum. Wiem, jak wiele korzyści potrafi przynieść jego regularne stosowanie oraz jak mocno potrafi podkręcić działanie nawet średnio dobranego kremu. Moimi ulubionymi serami, szczególnie do stosowania w wieczornej pielęgnacji, są te zawierające witaminę C, które pozwalają mi działać prewencyjnie na zmarszczki, a co równie ważne, rozjaśniają moje przebarwienia po niedoskonałościach. Przez długi okres sięgałam po DermoFuter, Kurację regenerującą z 30%-ową witaminą C, którą nadal uważam za niezwykle dobrą i skuteczną, a gdybym aktualnie miała ją w swoich zapasach to i ona widniałaby na poniższym zdjęciu. Natomiast jesienią odkryłam SkinSolve, Anti Aging Vitamin C Serum, które ma świetną żelowa konsystencję oraz równie cudowne właściwości regenerujące i rozjaśniające. Jeśli po raz kolejny udałoby mi się dorwać to serum w TK Maxx, tak jak to było za pierwszym razem, to nie zastanawiałabym się ani minuty i wrzuciłabym je do koszyczka.
Na dzień natomiast lubię sera, które zapewniają mojej cerze dodatkową porcję nawilżenia. Od dłuższego czasu w tym celu sięgam po Alterra, Serum do twarzy z granatem, które świetnie się wchłania, dobrze nawilża skórę i jej nie zapycha, a do tego kosztuje niecałe 10 zł.


Ostatnim faworytem w pielęgnacji cery są dla mnie plasterki na wypryski marki Isana. Przyklejone odpowiednio szybko na powstającego nieprzyjaciela powodują, że po nocy nie budzimy się z ogromnym pryszczem, tylko jego rozwój zostaje zahamowany, a często wręcz niedoskonałość taka zaczyna się wchłaniać, nim ujrzy światło dzienne. Jedynym minusem, jaki zauważyłam jest fakt, iż chyba zależy na jaką partię trafimy, ponieważ niedawno sięgnęłam po kolejne opakowanie, zużyłam już część plasterków, a żaden z nich nie zadziałał tak rewelacyjnie, jak powinien. To moje pierwsze felerne opakowanie i mam nadzieję, że ostatnie.


W pielęgnacji włosów nie przywiązywałam ogromnej wagi do szamponu, czy odżywki. To znaczy, starałam się dobierać takie zestawy, by jak najlepiej spisywały się na moich włosach, natomiast nawet jeśli spotykałam naprawdę interesujący duet i tak przy najbliższych zakupach sięgałam po coś innego, by być może, odkryć coś jeszcze lepszego. Natomiast jest kilka kosmetyków dbających o moje pasma, po które sięgam regularnie już od naprawdę długiego czasu i które przez większą część roku mam w swojej łazience. Należą do nich dwa produkty pomagające walczyć mi z wypadaniem włosów oraz ułatwiają wyhodowanie baby hair, a są to Babuszka Agafia, Drożdżowa maska do włosów oraz Babuszka Agafia, Balsam do włosów Aktywator wzrostu. Oba z tych produktów nakładam na skalp, a w zasadzie tylko tam i nigdy, o ile porządnie je wypłukałam, nie zdarzyło mi się, by przeciążyły mi włosy, powodując ich szybsze przetłuszczenie oraz nieatrakcyjny wygląd. Wręcz maska drożdżowa świetnie nawilża, wygładza i nabłyszcza włosy, natomiast aktywator wzrostu sprawia, że kłaczki stają się delikatnie odbite u nasady, lekkie i puszyste. Może nie działają spektakularnie w kwestii hamowania wypadania oraz pobudzania wzrostu włosów, jednak zauważyłam, że regularnie stosowane mają na to jakiś tam wpływ, przez co mniej włosów znajduję w odpływie, a więcej dostrzegam nowych na głowie.

Spośród masek nakładanych na długość również potrafię wymienić swoich ulubieńców i to zarówno coś bardziej emolientowego, jak i proteinowego. Maską mocniej olejową i głęboko nawilżającą jest Alterra, Maska do włosów z granatem, która podobnie jak szampon i odżywka z tej serii spisuje się u mnie fantastycznie, a włosy po jej zastosowaniu są mocno wygładzone, odżywione, lejące i lśniące. Proteiny, a dokładniej keratynę dostarczam natomiast swoim włosom dzięki Kallos, Maska do włosów Keratin. Podobnie jak po masce Alterry, włosy po jej użyciu są miękkie i gładkie, natomiast nie tak mocno dociążone, a lekkie i puszyste.


Może już nie tam pielęgnacyjnym elementem, aczkolwiek nadal jednym z moich faworytów wśród kosmetyków są suche szampony Batiste, które niejednokrotnie ratowały mi tyłek w awaryjnych sytuacjach. Oczywiście nie stosuję ich za często, wręcz na tyle rzadko, by taka buteleczka wystarczyła mi mniej więcej na pół roku, jednak posiadanie go w swojej łazience niesamowicie uspokaja. Gdy wiem, że nie zdążę ponownie umyć głowy przed wieczornym wyjściem, lub gdy chcę nadać fryzurze odrobinę objętości, to Batiste sprawdza się rewelacyjnie. Cudownie odświeża pasma, odbija je u nasady oraz pozostawia we włosach ten cudowny aromat, który moim zdaniem jest charakterystyczny dla tych szamponów.


Nie chcąc tratować ciała po macoszemu, postanowiłam wybrać coś także z tej kategorii. Ku mojemu zdziwieniu nie było to tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Nie wyobrażam sobie, by po wieczornej kąpieli nie balsamować ciała, a chwile te w minionym roku najmocniej uprzyjemniał mi Evree, Max Repair, Balsam do ciała regenerujący. Uwielbiam jego zapach oraz bogatszą konsystencję, która nie przeszkadzała mi nawet latem. Jako jeden z niewielu, a może nawet jedyny, spełnia potrzeby mojej skóry w stu procentach. Fantastycznie ją nawilża, odżywia i regeneruje, pozostawiając ciało gładkie i zadbane, a do tego cudownie miękkie i ślicznie pachnące. Ogromny problem mam także z moimi dłońmi, które mają tendencje do maksymalnych przesuszeń oraz piekących plam i pękania między palcami. Największym ukojeniem jest dla nich krem pochodzący z tej samej rodziny, co balsam, czyli Evree, Max Repair, Krem do rąk regenerujący. Podobnie jak balsam ma gęstą, bogatą konsystencję, świetnie odżywia i regeneruje nawet najbardziej przesuszone dłonie, przy czym nie piecze, gdy dostanie się w pęknięte miejsca. Od kiedy stosuję go przed każdym położeniem się do łóżka, praktycznie nie miewam wielkich problemów ze skórą na dłoniach.



Jak tam Wasi ulubieńcy roku 2016? Co ciekawego przypadło Wam do gustu w minionych miesiącach?


Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem! :D


34 komentarze:

  1. Kurczę muszę się skusić na to serum Alterra! Jutro idę do Rossmanna, więc jak będzie (i nie zapomne) to kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie i Alterre i Kallosa. Evree od dawna za mną chodzi 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja muszę sobie coś z Alterry sprawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzy mi się SkinSolve, tylko nie mam pojęcia gdzie to kupić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Serum z Alterry jest i moim ulubieńcem :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam balsamy Evree- bardzo lubię. Maskę drożdżową dopiero zapoznaję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z Twoich ulubieńców znam tylko kremik do rąk ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię produkty Babuszki Agafii i cieszę się, że od niedawna można je znaleźć nie tylko w internecie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo polubilam krem evree do rak :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Plasterki Isana również ogólnie polubilam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. muszę wypróbować ten balsam z Evree :>

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Bani Agafii miałam maskę jajeczną i była bardzo dobra. Po drożdżową na pewno kiedyś sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Też uwielbiam wszelki maski do twarzy, zwłaszcza te z glinką, ale nie znałam i nie widziałam dotąd tej z Petal Fresh, gdzie ją dopadłaś?;) Batiste i włosowe kosmetyki Alterry znam i też lubię;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam ją w Hebe, ale jakiś czas temu widziałam ją także w Tesco :D

      Usuń
    2. A zajrzę do Hebe;) W Tesco ostatnio poprzeglądałam chyba całą półkę z maseczkami do twarzy w poszukiwaniu czegoś ciekawego ale nie natknęłam się na nią.

      Usuń
  14. Nie znam Twoich ulubieńców :)U mnie ostatnio świetnie się sprawdził płyn z Biodermy i teraz wszędzie szukam go w promocji ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chętnie bym wypróbowała ten peeling z Evree, czerwony balsam też się u mnie fajnie sprawdził ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę kupić ten peeling z Evree, już kiedyś się przymierzałam do niego, a potem mi wyleciał z głowy :) Teraz szukam jakiegoś fajnego peelingu, więc chętnie po niego sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Faktycznie ten krem z Evree jest genialny ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niektóre z kosmetyków znam bardzo dobrze :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/01/wwwdressplpl-sukienki-dla-kazdej-z-nas.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Krem do rąk to i mój wielki ulubieniec 2016, serum do twarzy alterra muszę koniecznie wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Maskę keratynową z Kallosa uwielbiam, ale za to ta z Alterry okazała się u mnie bublem. Nie robiła z moimi kłaczkami zupełnie nic :D Szampony Batiste oczywiście kupuję regularnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kilka rzeczy z tego znam, na przykład szampon Batiste - to chyba najpiękniejszy zapach - miałam już kilka i lepszego jeszcze nie znalazłam :D Znam też plasterki z Isany, ale u mnie niezbyt się sprawdzają - mam wrażenie, że wypryski są po nich jeszcze bardziej podrażnione i często pękają, a robią mi się od tego blizny ;/ Maski z Kallosa i Alterry używałam, dawno do nich nie wracałam, więc fajnie, że mi o nich przypomniałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Zawsze potrafiłam docenić maski glinkwe w formie półproduktu.. ale to babranie się z nimi zawsze mnie zniechęcało. Takie gotowe formuły zawsze do mnie przemawiają, tym bardziej że nie są tak bardzo podatne na wysychanie :-)
    Jestem absolutną wielbicielką dobrze skoncentrowanych produktów Sera i kwasy zwyczajnie ubóstwiam :-D Nie ma opcji aby tego typu formuł mogło zabraknąć w mojej pielęgnacji. O SkinSolve nie słyszałam i widzę, że muszę to nadrobić :-|
    Ciągle zapominam kupić tych plasterków na niekontrolowane niespodzianki.. uhh.. już nie mam pojęcia co robić aby o tym pamiętać.. :-|
    Także maseczką drożdżową od babuszki się zainteresuję..jak już czytałaś chcę troszkę na moich włosach poeksperymentować :-D
    Jestem ciekawa jak Ci się sprawdzi szampon InSight (uwielbiam jego zapach) oraz suchy szampon CoLab, który i dla mnie jest nowością ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Krem Evree tez lubię. :) Nic innego poza tym nie znam!

    OdpowiedzUsuń
  24. W sumie nawet nie zastanawiałam się nad wyborem ulubieńców, ale w tym momencie mogę napisać, że należą do nich kosmetyki mineralne, a przede wszystkim podkłady oraz lakiery hybrydowe, dzięki którym nie muszę malować paznokci co drugi dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja bardzo polubiłam witaminę C. U mnie znakomicie sprawdziło się serum LIQ CC rich. Ma prosty, ale dobrze przemyślany skład. Tak jak Ty polubiłam suche szampony Batiste ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja obiecuję sobie, że w tym roku spróbuję kosmetyków Alterry, bo mają naprawdę świetne składy, a biorąc pod uwagę cenę i dostępność, to nie mogę sobie ich odpuścić. Miałam kiedyś odżywkę do włosów, która raczej średnio mi się sprawdzała, ale mam ochotę np. na coś do twarzy :) Evree również bardzo polubiłam w ubiegłym roku i na pewno nasza wspólna przygoda szybko się nie skończy :)

    OdpowiedzUsuń
  27. a ktoraś z Was testowała już tę nową markę Benton z douglasa??? Dla mnie to było mega odkrycie w 2016!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo proszę... Muszę nadrobić więc zaległości! :D

      Usuń
  28. Akurat żadnego z nich nie miałam. Batiste owszem, ale nie ten zapach.

    OdpowiedzUsuń
  29. Co do kosmetyków do włosów, też bardzo lubię odżywkę i maskę z Alterry, a maski Kallos też często kupuję.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja chyba skuszę się na suche szampony Batiste. Tyle czasu szukałam czegoś dobrego i nigdy nie byłam zadowolona, może właśnie Batiste jest dobrym wyborem :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.