24 listopada 2015

Domowe SPA

Hej wszystkim!

Zastanawiam się czy też często miewacie takie dni, gdy zmęczone całym tygodniem studiowania czy pracowania marzycie wyłącznie o domowym SPA. Ja mam tak bardzo często. Zdarzają się dni, kiedy nawet codziennie mogłabym sobie serwować takie relaksujące zabiegi w domowym zaciszu. Niestety zwykle nie jesteśmy w stanie wygospodarować tyle wolnego czasu tylko dla siebie. Jednak jeśli o mnie chodzi staram się przynajmniej w raz w tygodniu rozplanować dzień tak, by część wieczoru przeznaczyć na pielęgnację i relaks w jednym. Pomyślałam, że napiszę co zwykłam wtedy robić; może i Wy skusicie się na taką małą przyjemność. Dodatkowo przedstawię Wam moje triki kosmetyczne, a raczej malutkie triczki, które bardzo możliwe, że wielokrotnie słyszałyście, jednak gdyby miały komuś pomóc lepiej je przekazać.

Zwykle wszystko zaczyna się jeszcze przed zapadnięciem wieczoru. Kilka godzin przed wieczorną kąpielą( zwykle czas zależy od tego kiedy sobie przypomnę) nakładam na włosy olej kokosowy. Zazwyczaj rozprowadzam na całej długości włosów, zdarza się również, że wcieram go w skalp. Następnie zakładam czepek i ręcznik by było włosom cieplutko i składniki wnikały głębiej.

TRIK I: Często nim nałożę olej zwilżam włosy wodą, nakładam na nie maskę z bogatym i odżywczym składem a dopiero na to aplikuję olej. Dzięki temu włosy dostają bombę składników odżywczych, a po umyciu są mega gładkie, lśniące i wyglądają PRAWIE jak z reklamy.

Gdy nadchodzi wieczór zabieram się za moje pielęgnacyjne szaleństwo. Zaczynam od dokładnego oczyszczenia twarzy, zawsze robię to dwukrotnie ponieważ nie chcę by podczas dalszych zabiegów resztki makijażu utrudniały wchłanianie składników albo wnikały razem z nimi w głąb skóry. Później wykonuję peeling twarzy. W tym celu stosuję korund wymieszany z żelem do mycia twarzy. Masuję tym skórę przez ok 2-3 min, omijając okolice oczu. Korund świetnie ściera martwy naskórek, pozostawia buzię promienną, delikatną i świeżą. Gdy pozbędę się niepotrzebnego naskórka czas na coś ekstra- maskę do twarzy. Jak dotąd moją ulubioną jest najzwyklejsza glinka, która mocno oczyszcza skórę, pozostawia ją gładką, ale nie przesuszoną.

TRIK II: Glinkę mieszam z wodą i z olejem rycynowym, który nie tylko pomaga dodatkowo „ wyciągnąć” zanieczyszczenia z porów skóry, ale jak każdy olej ma na nią korzystny wpływ. Poza tym pomaga masce nie zasychać „na kamień”. Chociaż może się to nie sprawdzić przy cerach bardziej suchych niż moja.

Do tej całej kosmetyki twarzy dorzucam jeszcze zwykle regulację brwi, ale to akurat mało porywający temat  wiec skończmy jedynie na tej wzmiance.

Przechodząc do ciała, należy pamiętać, że jemu tak jak i naszej twarzy należy się regularne złuszczanie. Dzięki temu nasza skóra będzie miękka i aksamitna, a włoski po depilacji nie będą się wrastać. Do złuszczania skóry ciała używam dobrze wszystkim znanego peelingu kawowego. Oczywiście nie powinna to być kawa prosto z pudełeczka, tylko wcześniej zaparzona.

TRIK III: Fusy z kawy zawsze mieszam z olejem kokosowym. Nie dość, że moim zdaniem konsystencja jest o wiele przyjemniejsza( peeling jakby przykleja się do skóry, a nie osypuje do wanny), to dodatkowo po zakończonym zabiegu nie musimy już używać balsamu czy oliwki do ciała bo skóra jest mega nawilżona. Oczywiście nie mogłabym nie wspomnieć, że taka mieszanka kawy i oleju kokosowego pachnie przepysznie.

Na koniec oczywiście zmywam olej z włosów delikatnym szamponem bez SLS( o moim aktualnym ulubieńcu niedawno powstała recenzja), pozbywam się zielonkawej maseczki z twarzy by nie straszyć współlokatorów, wklepuję nawilżający krem pod oczy a cerze serwuję olejek.

TRIK IV: Krem pod oczy zawsze wklepujemy a najlepiej zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa, dzięki czemu nie naciągamy skóry i nie „wskazujemy” drogi przyszłym zmarszczkom. Natomiast olejek najlepiej nakładać na jeszcze wilgotną skórę twarzy, wtedy wchłania się o wiele szybciej i wnika dużo głębiej dzięki czemu działa lepiej.

Oczywiście jeśli potrzebujecie dodatkowego relaksu możecie poprosić partnerów o jakiś masaż pleców czy karku. Jednak UWAGA! Od ich zdolności fizjoterapeutycznych zależy czy skończycie wypoczęte jak po prawdziwej wizycie w salonie urody czy z poubijanymi i bolącymi mięśniami jak po tygodniowej podróży w torbie kangurka.

A Wy jakie domowe zabiegi lubicie i polecacie? Może macie jakieś triki którymi chcecie się podzielić?

Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia niebawem ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli wpis lub cały blog Ci się spodobał zapraszam do komentowania i obserwowania :)
Cieszy mnie każdy pozostawiony przez Was ślad i motywuje on do dalszego działania.
Staram się odwiedzać każdego z moich czytelników.